Listopad, 2014
Jak na późną jesień było dość ciepło. Na szczęście aura nam sprzyjała, nie padało, więc nie było problemu z tym, abym mogła się tu pojawić z Lenką. Nie lubiłam się z nią rozstawać, a bywałam na każdym domowym meczu FCN! W większości przypadków z naszą małą córeczką. Jeśli pogoda nie dopisywała, zostawała z moją mamą, która wręcz ją rozpieszczała! Rodzice Alessandro jeszcze nie mieli okazji, aby poznać mnie, a tym bardziej małą, nie ma czasu, natłok meczów oraz innych spraw nie pozwalają. Erik wie o tym najlepiej, rzadko kiedy widuje się z dzieckiem... Cóż, takie życie piłkarza.
Zakołysałam ramionami, kiedy tylko maleństwo się poruszyło.
- Uh, przepraszam - usłyszałam czyjeś sapnięcie. Nie wiem czemu, ale ten głos wydawał mi się dziwnie znajomy... Drugi raz miałam coś takiego... Za pierwszym wtedy byl to Alessandro, a teraz...
Zerknęłam w stronę dobywającego się głosu i o mały włos nie dostałam zawału na widok ogromnego brzucha i jego właścicielki.
- Melanie! - pisnęła zaskoczona kobieta, która była moją przyjaciółką ze szkolnej ławki. Uśmiechnęłam się szeroko, kolejna osoba, którą znam. Kolejna osoba, która pojawia się w Norymberdze. Ale pierwsza, która jest TUTAJ, w tej loży.
- Dominika! - dalej byłam ucieszona. Niemka zajęła miejsce obok mnie.
- No proszę, ile to czasu się nie widziałyśmy? - zapytałam, przyglądając się jej. Nic a nic się nie zmieniła od chwili, gdy się żegnałyśmy, nim wyjechała.
- Ponad rok! - przyłożyłam palec do ust, aby mówiła troszkę ciszej, będąc tuż obok mnie. - Ojejciu, to Ty masz dziecko? W ogóle skąd się tu znalazłaś?
- Równie dobrze mogę się Ciebie zapytać o to samo. Prawie.
- Ale ja byłam pierwsza! - zaśmiała się sercecznie.
- Eh, no dobrze - westchnęłam teatralnie. - Jak widzisz tak, Lenka to moja córeczka. A w Norymberdze... Mieszkam, żyję? Dalej wymieniać?
- Ile ma?
- Siódmego skończy dwa miesiące - oznajmiłam z dumą, delikatnie gładząc jej policzek. - To może teraz Ty mi się tu wyspowiadasz? Kiedy rodzisz?
- Termin mam za dwa tygodnie, a Ivan się śmieje, że chodzę jak bomba zegarowa.
- Ivan? - uniosłam pytająco brew ku górze. Jeśli dobrze pamiętam..
- No jakby Ci tu powiedzieć... Pamiętasz, jak Ci mówiłam przed maturą, że poznałam kogoś? - zasięgnęłam pamięcią wstecz, aby potwierdzić.
- Nie mogłaś przestać o nim nawijać jaki to cudowny i w ogóle.
- No bo taka prawda! - zaprotestowała, a ja wywróciłam oczami. Nic się nie zmieniła. - Aż ciężko mi uwierzyć, że spotkałam kogoś takiego.
- Wierz mi, ja mam tak samo - stwierdziłam zgodnie z prawdą.
- Oh, czyżbyś mówiła o tatusiu Lenki?
No i pies pogrzebany. Jaką wersję zaserwować? Przecież prędzej, czy później by się dowiedziała...
- Rok temu bym Ci powiedziała, że tak - szepnęłam cicho, licząc, że usłyszy.
- Rok temu? - powtórzyła zaskoczona.
- Nie jestem już z biologicznym ojcem Leny - powoli podniosłam wzrok ku górze. Patrzyła się na mnie dziwnie, domagając się wyjaśnień. - Wiesz... To nie miejsce na takie pogaduchy. Jeśli będziesz chciała, to możemy się spotkać, wszystkiego się dowiesz. A potem będziemy wspólnie chodzić na spacerki... - rozmarzyłam się, zaglądając w przyszłość.
- No jasne! Tylko będziesz musiała mi podać numer telefonu, abyśmy mogły się skontaktować, reszta pójdzie jak z płatka.
Wyjęła z torebki swojego smartfona i poprosiła o podanie ciągu cyferek, pod który chwilę potem dzwoniła, aby pozostawić swój numer.
- Ale dalej mi nie wyjaśniłaś, z jakiego powodu znalazłaś się w tej loży. Teraz jesteś z kimś z FCN?
- Tak. Pamiętasz Alessandro? - chwilę się zamyśliła.
- Tego Twojego przyjaciela? - potwierdziłam. - Mówiłam Ci, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje!
- Nawet teraz będzie mnie pouczać! - udałam oburzoną. - Po czasie, ale miałaś rację. Gdybym tylko Was wszystkich posłuchała chociaż ten jeden jedyny raz...
- Mała! Ale już wszystko dobrze, co nie?
- Oczywiście, że tak, jestem taka szczęśliwa, wiedząc, że mam tych najważniejszych tuż obok. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że i Ty będziesz mogła należeć do tej grupy.
Uśmiechnęła się słodko, a ja po chwili słyszałam ciche tkliwienia Lenki. Spojrzałyśmy we dwie na nią, jej zielone oczka, dokładnie takie same jakie ma Erik. Wpatrywały się one w twarz przyjaciółki, która wyciągała w jej stronę ręce.
- Wiesz, muszę się przyzwyczajać, w końcu sama będę miała takiego łobuza - próbowała mnie przekonać.
- Czyli chłopca?
- Małego Lukę - podałam jej dziecko, a ona z niezwykłą czułością wzięła ją w swoje ramiona. - Hej kruszynko, tu ciocia - trąciła palcem jej nosek, a dziewczynka pisnęła. - Jest bardzo ufna - zauważyła, przenosząc na mnie wzrok. W odpowiedzi z jej ustek wypłynął jeszcze głośniejszy dźwięk, a rączka trąciła jej twarz.
Mecz zakończył się wynikiem 2:2, a Lena przespała drugą połowę, którą już oglądałyśmy ze skupieniem. Po meczu zeszłyśmy na dół, w oczekiwaniu na swoich partnerów.
Jako pierwszy szatnię opuścił wściekły brunet, który dodatkowo trzasnął drzwiami, chcąc chyba wyładować na nich swoją frustrację. Fotelik z dzieckiem się poruszył, a przyjaciółka ruszyła w jego stronę. Ten ktoś drgnął, gdy tylko dotknęła jego ramienia, a niewiele potem była już w jego kleszczach.
A więc to ten Ivan, pomyślałam, sięgając po córeczkę, która się rozpłakała. Gdy tylko poczuła mój dotyk, od razu się uspokoiła. Na szczęście.
- Przepraszam - usłyszałam męski głos, kierujący się w moją stronę. Mówił to do mnie właśnie ten ktoś, kto zawrócił Dominice w głowie dwa lata temu. - Nie powinienem, ale cóż, nie pomyślałem, że ktoś tu może być
- Melcia, to Ivan - powiedziała Niemka. - Ivi, to Melanie, moja przyjaciółka ze szkoły średniej.
- Kogoś mi przypominasz... - zaśmiałam się cicho. Wierz mi, Ty też, Kneza.
- A ja myslałam, że będziemy się widzieć tylko i wyłącznie w czasie derb Monachium - dyskretnie go naprowadziłam.
- No kurdę, wiedziałem! - wyszczerzył się. - Siostra Weihraucha, tak?
- W samej osobie.
- Czy ja o czymś nie wiem? - wtrąciła pryjaciółka.
- Mówiłam Ci, że byłam fotografką Amateure, to mnie nie słuchałaś.
- No przepraszam - zrobiła minę zbitego psiaka.
- Zastanowię się, czy Ci wybaczyć - puściłam jej oczko, a ona pokazała mi język.
- A więc gdzie Twój Alessandro? - wzruszyłam ramionami. Przecież siedzi w szatni i pewnie bierze prysznic.
Staliśmy, zabawiając się wzajemną rozmową, dopóki drzwi się znów nie otworzyły. Wyszedł przez nie wymęczony ciężkim meczem Olek. Uśmiechnęłam się na jego widok, a on uradowany popędził w naszą stronę. Cmoknął w czółko małą, a potem mnie w usta, obejmując dłonią w talii.
- I jak, przeszła złość? - zwrócił się do Ivana.
- Raczej tak. Myślami teraz jestem przy jutrzejszym meczu regionalnej, na szczęscie gramy go na miejscu, gdyby nie to, miałbym po spotkaniu - odpowiedział z lekkim uśmiechem.
_______________
Przez ostatnie tygodnie zastanawiałam się, czy mam to umieścić. Poczułam się jak Stephanie Meyer, w ekranizacji Zmierzchu XD (jezu, odruchowo napisałam "Mell" XDDDD za dużo tych imion i nazwisk :v ) Ale jak ciągnąć na siłę, to ciągnąć na siłę :v bo kto biednemu zabroni żyć bogato? XDDD
Nie martwcie się, jeszcze TRZY rozdziały i EPILOG, i się pożegnamy z tym opowiadaniem ;)
Jako pierwszy szatnię opuścił wściekły brunet, który dodatkowo trzasnął drzwiami, chcąc chyba wyładować na nich swoją frustrację. Fotelik z dzieckiem się poruszył, a przyjaciółka ruszyła w jego stronę. Ten ktoś drgnął, gdy tylko dotknęła jego ramienia, a niewiele potem była już w jego kleszczach.
A więc to ten Ivan, pomyślałam, sięgając po córeczkę, która się rozpłakała. Gdy tylko poczuła mój dotyk, od razu się uspokoiła. Na szczęście.
- Przepraszam - usłyszałam męski głos, kierujący się w moją stronę. Mówił to do mnie właśnie ten ktoś, kto zawrócił Dominice w głowie dwa lata temu. - Nie powinienem, ale cóż, nie pomyślałem, że ktoś tu może być
- Melcia, to Ivan - powiedziała Niemka. - Ivi, to Melanie, moja przyjaciółka ze szkoły średniej.
- Kogoś mi przypominasz... - zaśmiałam się cicho. Wierz mi, Ty też, Kneza.
- A ja myslałam, że będziemy się widzieć tylko i wyłącznie w czasie derb Monachium - dyskretnie go naprowadziłam.
- No kurdę, wiedziałem! - wyszczerzył się. - Siostra Weihraucha, tak?
- W samej osobie.
- Czy ja o czymś nie wiem? - wtrąciła pryjaciółka.
- Mówiłam Ci, że byłam fotografką Amateure, to mnie nie słuchałaś.
- No przepraszam - zrobiła minę zbitego psiaka.
- Zastanowię się, czy Ci wybaczyć - puściłam jej oczko, a ona pokazała mi język.
- A więc gdzie Twój Alessandro? - wzruszyłam ramionami. Przecież siedzi w szatni i pewnie bierze prysznic.
Staliśmy, zabawiając się wzajemną rozmową, dopóki drzwi się znów nie otworzyły. Wyszedł przez nie wymęczony ciężkim meczem Olek. Uśmiechnęłam się na jego widok, a on uradowany popędził w naszą stronę. Cmoknął w czółko małą, a potem mnie w usta, obejmując dłonią w talii.
- I jak, przeszła złość? - zwrócił się do Ivana.
- Raczej tak. Myślami teraz jestem przy jutrzejszym meczu regionalnej, na szczęscie gramy go na miejscu, gdyby nie to, miałbym po spotkaniu - odpowiedział z lekkim uśmiechem.
_______________
Przez ostatnie tygodnie zastanawiałam się, czy mam to umieścić. Poczułam się jak Stephanie Meyer, w ekranizacji Zmierzchu XD (jezu, odruchowo napisałam "Mell" XDDDD za dużo tych imion i nazwisk :v ) Ale jak ciągnąć na siłę, to ciągnąć na siłę :v bo kto biednemu zabroni żyć bogato? XDDD
Nie martwcie się, jeszcze TRZY rozdziały i EPILOG, i się pożegnamy z tym opowiadaniem ;)
![]() |
| pamiątkowa fotka z chyba 2012 roku *.* :D |

*.*
OdpowiedzUsuńaww Lenka jest przeurocza! <3
OdpowiedzUsuńszkoda że już tak mało zostało rozdziałów :(((
czekam nn :3
<3
OdpowiedzUsuńCuuudeńko ♥
OdpowiedzUsuńOlek słodziak, Lenka słodziak, Melanie słodziak <33 XD
Czekam z niecierpliwością na kolejny
Buziaki ;***
Lena jaka urocza! 💗
OdpowiedzUsuńSame przesłodkie rzeczy piszesz :D
Czekam na więcej i pozdrawiam! ;*