poniedziałek, 21 września 2015

Dwadzieścia trzy - Kogoś mi przypominasz...

Listopad, 2014

Pierwszy listopada, chwila przed godziną trzynastą. Loża VIP, gdzie zwyczaj miały zasiadać partnerki piłkarzy Norymbergi, oraz gracze, którzy nie mieścili się w osiemnastce meczowej. Lisy nie było, więc nie miałam z kim porozmawiać... Dalej byłam obdarowywana dziwnymi spojrzeniami przez większość kobiet, ale chyba chodziło im tu o to, że Olek żyje sobie z osobą z dzieckiem, które nie jest jego... Cóż, co ja poradzę? Jak mnie nie trawią to ich problem, nie mój.
Jak na późną jesień było dość ciepło. Na szczęście aura nam sprzyjała, nie padało, więc nie było problemu z tym, abym mogła się tu pojawić z Lenką. Nie lubiłam się z nią rozstawać, a bywałam na każdym domowym meczu FCN! W większości przypadków z naszą małą córeczką. Jeśli pogoda nie dopisywała, zostawała z moją mamą, która wręcz ją rozpieszczała! Rodzice Alessandro jeszcze nie mieli okazji, aby poznać mnie, a tym bardziej małą, nie ma czasu, natłok meczów oraz innych spraw nie pozwalają. Erik wie o tym najlepiej, rzadko kiedy widuje się z dzieckiem... Cóż, takie życie piłkarza.
Zakołysałam ramionami, kiedy tylko maleństwo się poruszyło.
- Uh, przepraszam - usłyszałam czyjeś sapnięcie. Nie wiem czemu, ale ten głos wydawał mi się dziwnie znajomy... Drugi raz miałam coś takiego... Za pierwszym wtedy byl to Alessandro, a teraz...
Zerknęłam w stronę dobywającego się głosu i o mały włos nie dostałam zawału na widok ogromnego brzucha i jego właścicielki.
- Melanie! - pisnęła zaskoczona kobieta, która była moją przyjaciółką ze szkolnej ławki. Uśmiechnęłam się szeroko, kolejna osoba, którą znam. Kolejna osoba, która pojawia się w Norymberdze. Ale pierwsza, która jest TUTAJ, w tej loży.
- Dominika! - dalej byłam ucieszona. Niemka zajęła miejsce obok mnie.
- No proszę, ile to czasu się nie widziałyśmy? - zapytałam, przyglądając się jej. Nic a nic się nie zmieniła od chwili, gdy się żegnałyśmy, nim wyjechała.
- Ponad rok! - przyłożyłam palec do ust, aby mówiła troszkę ciszej, będąc tuż obok mnie. - Ojejciu, to Ty masz dziecko? W ogóle skąd się tu znalazłaś?
- Równie dobrze mogę się Ciebie zapytać o to samo. Prawie.
- Ale ja byłam pierwsza! - zaśmiała się sercecznie.
- Eh, no dobrze - westchnęłam teatralnie. - Jak widzisz tak, Lenka to moja córeczka. A w Norymberdze... Mieszkam, żyję? Dalej wymieniać?
- Ile ma?
- Siódmego skończy dwa miesiące - oznajmiłam z dumą, delikatnie gładząc jej policzek. - To może teraz Ty mi się tu wyspowiadasz? Kiedy rodzisz?
- Termin mam za dwa tygodnie, a Ivan się śmieje, że chodzę jak bomba zegarowa.
- Ivan? - uniosłam pytająco brew ku górze. Jeśli dobrze pamiętam..
- No jakby Ci tu powiedzieć... Pamiętasz, jak Ci mówiłam przed maturą, że poznałam kogoś? - zasięgnęłam pamięcią wstecz, aby potwierdzić.
- Nie mogłaś przestać o nim nawijać jaki to cudowny i w ogóle.
- No bo taka prawda! - zaprotestowała, a ja wywróciłam oczami. Nic się nie zmieniła. - Aż ciężko mi uwierzyć, że spotkałam kogoś takiego.
- Wierz mi, ja mam tak samo - stwierdziłam zgodnie z prawdą.
- Oh, czyżbyś mówiła o tatusiu Lenki?
No i pies pogrzebany. Jaką wersję zaserwować? Przecież prędzej, czy później by się dowiedziała...
- Rok temu bym Ci powiedziała, że tak - szepnęłam cicho, licząc, że usłyszy.
- Rok temu? - powtórzyła zaskoczona.
- Nie jestem już z biologicznym ojcem Leny - powoli podniosłam wzrok ku górze. Patrzyła się na mnie dziwnie, domagając się wyjaśnień. - Wiesz... To nie miejsce na takie pogaduchy. Jeśli będziesz chciała, to możemy się spotkać, wszystkiego się dowiesz. A potem będziemy wspólnie chodzić na spacerki... - rozmarzyłam się, zaglądając w przyszłość.
- No jasne! Tylko będziesz musiała mi podać numer telefonu, abyśmy mogły się skontaktować, reszta pójdzie jak z płatka.
Wyjęła z torebki swojego smartfona i poprosiła o podanie ciągu cyferek, pod który chwilę potem dzwoniła, aby pozostawić swój numer.
- Ale dalej mi nie wyjaśniłaś, z jakiego powodu znalazłaś się w tej loży. Teraz jesteś z kimś z FCN?
- Tak. Pamiętasz Alessandro? - chwilę się zamyśliła.
- Tego Twojego przyjaciela? - potwierdziłam. - Mówiłam Ci, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje!
- Nawet teraz będzie mnie pouczać! - udałam oburzoną. - Po czasie, ale miałaś rację. Gdybym tylko Was wszystkich posłuchała chociaż ten jeden jedyny raz...
- Mała! Ale już wszystko dobrze, co nie?
- Oczywiście, że tak, jestem taka szczęśliwa, wiedząc, że mam tych najważniejszych tuż obok. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że i Ty będziesz mogła należeć do tej grupy.
Uśmiechnęła się słodko, a ja po chwili słyszałam ciche tkliwienia Lenki. Spojrzałyśmy we dwie na nią, jej zielone oczka, dokładnie takie same jakie ma Erik. Wpatrywały się one w twarz przyjaciółki, która wyciągała w jej stronę ręce.
- Wiesz, muszę się przyzwyczajać, w końcu sama będę miała takiego łobuza - próbowała mnie przekonać.
- Czyli chłopca?
- Małego Lukę - podałam jej dziecko, a ona z niezwykłą czułością wzięła ją w swoje ramiona. - Hej kruszynko, tu ciocia - trąciła palcem jej nosek, a dziewczynka pisnęła. - Jest bardzo ufna - zauważyła, przenosząc na mnie wzrok. W odpowiedzi z jej ustek wypłynął jeszcze głośniejszy dźwięk, a rączka trąciła jej twarz.

Mecz zakończył się wynikiem 2:2, a Lena przespała drugą połowę, którą już oglądałyśmy ze skupieniem. Po meczu zeszłyśmy na dół, w oczekiwaniu na swoich partnerów.
Jako pierwszy szatnię opuścił wściekły brunet, który dodatkowo trzasnął drzwiami, chcąc chyba wyładować na nich swoją frustrację. Fotelik z dzieckiem się poruszył, a przyjaciółka ruszyła w jego stronę. Ten ktoś drgnął, gdy tylko dotknęła jego ramienia, a niewiele potem była już w jego kleszczach.
A więc to ten Ivan, pomyślałam, sięgając po córeczkę, która się rozpłakała. Gdy tylko poczuła mój dotyk, od razu się uspokoiła. Na szczęście.
- Przepraszam - usłyszałam męski głos, kierujący się w moją stronę. Mówił to do mnie właśnie ten ktoś, kto zawrócił Dominice w głowie dwa lata temu. - Nie powinienem, ale cóż, nie pomyślałem, że ktoś tu może być
- Melcia, to Ivan - powiedziała Niemka. - Ivi, to Melanie, moja przyjaciółka ze szkoły średniej.
- Kogoś mi przypominasz... - zaśmiałam się cicho. Wierz mi, Ty też, Kneza.
- A ja myslałam, że będziemy się widzieć tylko i wyłącznie w czasie derb Monachium - dyskretnie go naprowadziłam.
- No kurdę, wiedziałem! - wyszczerzył się. - Siostra Weihraucha, tak?
- W samej osobie.
- Czy ja o czymś nie wiem? - wtrąciła pryjaciółka.
- Mówiłam Ci, że byłam fotografką Amateure, to mnie nie słuchałaś.
- No przepraszam - zrobiła minę zbitego psiaka.
- Zastanowię się, czy Ci wybaczyć - puściłam jej oczko, a ona pokazała mi język.
- A więc gdzie Twój Alessandro? - wzruszyłam ramionami. Przecież siedzi w szatni i pewnie bierze prysznic.
Staliśmy, zabawiając się wzajemną rozmową, dopóki drzwi się znów nie otworzyły. Wyszedł przez nie wymęczony ciężkim meczem Olek. Uśmiechnęłam się na jego widok, a on uradowany popędził w naszą stronę. Cmoknął w czółko małą, a potem mnie w usta, obejmując dłonią w talii.
- I jak, przeszła złość? - zwrócił się do Ivana.
- Raczej tak. Myślami teraz jestem przy jutrzejszym meczu regionalnej, na szczęscie gramy go na miejscu, gdyby nie to, miałbym po spotkaniu - odpowiedział z lekkim uśmiechem.



_______________
Przez ostatnie tygodnie zastanawiałam się, czy mam to umieścić. Poczułam się jak Stephanie Meyer, w ekranizacji Zmierzchu XD (jezu, odruchowo napisałam "Mell" XDDDD za dużo tych imion i nazwisk :v ) Ale jak ciągnąć na siłę, to ciągnąć na siłę :v bo kto biednemu zabroni żyć bogato? XDDD
Nie martwcie się, jeszcze TRZY rozdziały i EPILOG, i się pożegnamy z tym opowiadaniem ;)

pamiątkowa fotka z chyba 2012 roku *.* :D

5 komentarzy:

  1. aww Lenka jest przeurocza! <3
    szkoda że już tak mało zostało rozdziałów :(((
    czekam nn :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cuuudeńko ♥
    Olek słodziak, Lenka słodziak, Melanie słodziak <33 XD
    Czekam z niecierpliwością na kolejny
    Buziaki ;***

    OdpowiedzUsuń
  3. Lena jaka urocza! 💗
    Same przesłodkie rzeczy piszesz :D
    Czekam na więcej i pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń