poniedziałek, 28 września 2015

Dwadzieścia cztery - Swoją szansę już miałeś

Listopad 2014

Nadszedł ten dzień, którego obawiałam się najbardziej. Erik z powodu drobnego urazu miał wolny weekend, który postanowił wykorzystać w możliwie najlepszy sposób - wizytę u swojego dziecka. Cały poranek chodziłam jak nakręcona, a w nocy nie mogłam spać... A to wszystko ze strachu.
Alessandro stwierdził, że wreszcie nadszedł czas, aby Durm dowiedział się o wszystkim... Jak zareaguje? To mnie właśnie obawia.
Na szczęście w trakcie tego spotkania miał towarzyszyć mi mój ukochany. Norymberga mecz ma dopiero w poniedziałek.
Sam nie był w lepszym humorze, nastrój panujący dookoła się mu udzielał.
- Pamiętaj, że to nie koniec świata - mimo wszystko próbował mnie pocieszyć. Ale niestety z marnym skutkiem.
- Mhm... - mruknęłam, odkładając kubek z herbatą na stół i idąc do sypialni, skąd dobywał się płacz małej. Wzięłam ją na ręce, aby się uspokoiła i ruszyłam z powrotem do salonu, aby ostatecznie znaleźć się w kuchni. Kołysząc Lenkę jedną ręką, drugą przygotowywałam jej mleko.
- Wezmę małą - zasugerował, a ja oderwałam się od wsypywania białego proszku do butelki, by podać mu dziecko. - Erik nie jest dzieckiem i będzie musiał pogodzić się z Twoim wyborem.
- Też byś umiał się z nim pogodzić?
To było zagranie poniżej pasa. Nie powinnam z tym wyskoczyć, odpowiedź była na to za oczywista. Odłożyłam trzymany przeze mnie czajnik i odwróciłam się w jego stronę.
- Nie miałem wyboru - wyszeptał tonem przepełnionym bólem. Poczułam się podle. - A to, że mi nie szło, to inna kwestia. Próbowałem to zrobić do chwili, gdy dowiedziałem się od Patricka o tym, że nie jesteście razem.
Odetchnęłam głośniej. Dalej nie umiem sobie wybaczyć tego zła, jakiego wyrządziłam temu niewinnemu człowiekowi, który mimo wszystko mnie kocha.
- Przepraszam - powiedziałam ze skruchą w głosie. Postawiłam kilka kroków do przodu i bez słowa przytuliłam cały mój świat. - Jestem taka okropna.
- Melanie... Po prostu nie poruszajmy tego tematu. Z Durmem łączy Cię tylko to, że to on jest biologicznym ojcem Leny. Nic więcej.
- Wiem... - zacisnęłam wargi.
- A teraz głowa do góry - poprosił, a ja lekko się uśmiechnęłam. Lenka pisnęła, domagając się swojej uwagi.
- Już kochanie - cmoknęłam ją w czółko i zalałam do końca mleko w proszku. Potrząsnęłam butelką, aby składniki się połączyły, a następnie sprawdziłam, czy jest w odpowiedniej temperaturze. Schoepf wyciągnął rękę w moją stronę, z niemą prośbą, aby to on mógł nakarmić dziecko. Podałam mu ją, a ten ucieszony poleciał na kanapę.
Przyglądałam się im z dumą, dopóki nie usłyszeliśmy dzwonka do drzwi. O nie. Ten moment nadszedł...
Olek spojrzał na mnie porozumiewawczo, a jednocześnie ze wsparciem. Na miękkich nogach skierowałam się w stronę drzwi od mieszkania. Przekręciłam klucz w zamku i pociągnęłam je do siebie.
Jego pewność gdzieś uleciała, wpatrywał się w czubki swoich butów.
- Hej - postanowiłam zabrać głos. Odruchowo podniósł głowę. - Będziesz tak stać, czy wejdziesz do środka?
- Oh, cześć - uśmiechnął się delikatnie, ukazując dziurki w policzkach. Postawił krok do przodu, a po nim kilka kolejnych i już stał w korytarzu. Zamknęłam drzwi za sobą, a on w tym czasie zabrał się za zdjęcie butów oraz kurtki. - Co u Was? - przeszliśmy do salonu.
- Wszystko dobrze, mała rośnie jak na drożdżach - rozbłysły mu oczy, aby chwilę potem zgasnąć, gdy tylko zauważył Austriaka.
- Witaj, Alessandro - zaczął kulturalnie.
- Cześć, Erik - Niemiec dziwnie się na niego patrzył. Chociaż nie, cofam. Jego wzrok wwiercał się w ręce, na których trzymał prawie trzymiesięcznego niemowlaka. Poczułam się niezręcznie, oni dalej ze sobą konkurują...
- Olek, podasz mi Lenkę? - przerwałam ciszę, a piłkarz Norymbergi bez słowa podał mi dziecko.
- Mogę? - zapytał Erik, wyciągając ręce. Przekazałam mu jego córeczkę, a jego twarz momentalnie przybrała inny grymas. Wyraźnie się ucieszył, że znów może ujrzeć maleństwo, które spłodził...
Szczerze to nie wiedziałam, kiedy się zabrać za tę rozmowę, która to jest naprawdę nieunikniona.
Znaleźliśmy się w salonie.
- Chcecie coś do picia? - zapytałam, zbierając ze stołu swój kubek i butelkę córeczki.
- Kawę - odpowiedzieli o dziwo zgodnie.
Wsadziłam naczynia do zlewu i dolałam wody do czajnika, który postawiłam potem na kuchence. Wyciągnęłam dwie szklanki, do których nasypałam po łyżce ciemnego proszku. Gdy gwizdek czajnika dał o sobie znać, zakręciłam kurek i zalałam wrzątkiem. Położyłam je na tacce, tuż obok talerzyka z ciastkami, które wyjęłam w międzyczasie.
Nie słyszałam żadnych niepokojących dźwięków. Czyżby odbywali ze sobą kulturalną rozmowę, czy milczeli?


~*~A~*~


Z każdą chwilą siedziałem coraz bardziej jak na szpilkach. Do cholery, ile czasu można to ukrywać? Czemu ona się tego boi? To nie nasz problem, jak on to przetrawi...
Wreszcie się pojawiła. Durm cały czas prowadził ze mną niemą wojnę, jednocześnie zabawiając dziecko. Dziecko, które znaczy dla mnie tyle samo, co Melanie.
Durm siedział na fotelu, a ja na kanapie. Może wybrałem to miejsce specjalnie, a może nie... Chcąc, nie chcąc Mel zajęła miejsce obok mnie. Zdjęła wszystko z tacy, po czym jej dłonie opadły po obu stronach jej ciała. Delikatnie złapałem jej dłoń, a ona nerwowo ścisnęła moje palce.
- Erik... - zaczęła szeptem. - Jest coś, co musimy Ci powiedzieć.
Czuć było to, jak bardzo jest zdenerwowana. Przez co jej nastrój mi się udzielał. Czułem przyspieszone bicie swojego serca.
- Ile razem już jesteście? - spytał się, a mnie zamurowało. Skąd wiedział? Domyślił się? Może ktoś mu powiedział...
- Skąd wiesz? - wykrztusiła z siebie, a ten uśmiechnął się tajemniczo.
- Cóż... Nie tylko Wy macie mały sekret.
Uśmiechnąłem się pod nosem, zrozumiałem całą aluzję. Gdy Melanie urodziła, trafiłem na całkiem słodką scenkę w szpitalnym korytarzu - on w towarzystwie jakieś dziewczyny. Ona się śmiała, a on ją przepraszał, nawet nie wiem, z jakiego powodu. Mało mnie to interesowało wtedy. No a dziś... Myślałem, że to tylko chwilowe, a tu proszę...
- Na razie to jeszcze nic oficjalnego, ale... Jesteśmy na dobrej drodze - zauważyłem, że panna Weihrauch odetchnęła z ulgą, najgorsze za nią. - Może odpowiecie na moje pytanie?
- Prawie dwa miesiące - uśmiechnęła się promiennie, a Lena zawtórowała jej gaworzeniem.
- Może coś o niej powiesz?
Przedstawił nam Emily, która notabene powinna być nam znajoma. Jej siostra rodziła dokładnie tego samego dnia, co Mel. Z jego opisu wydawała się całkiem całkiem. Może to ona będzie dla niego tą osobą, jaką jest dla mnie siostra Patricka?
- Zadam pytanie, które mnie naprawdę nurtuje - nagle z zabawnego stał się poważny. - Jak teraz to będzie wyglądać?
- Ale w jakim sensie? - zapytała, unosząc brew do góry. Lenka znów spała.
- Wychowywanie Leny.
- Nikt tu nikogo do niczego nie zmusza. Kiedyś Ci o tym mówiłam... - zacisnęła wargi, on podobnie. Czy ja o czymś nie wiem?
- Wiesz, że dalej chcę uczestniczyć w jej życiu. A to, że moje wizyty są takie, jakie są to już niestety, ale wina napiętego sezonu - pokiwała głową. A więc sprawy opieki...
- Opiekuję się Leną, a także Melanie jak najlepiej potrafię. Kocham obie tak samo - wtrąciłem.
- Zdążyłem zauważyć - posłał w moją stronę lekki, a jednocześnie szyderczy uśmiech. Z chęcią zamieniłby się ze mną miejscami. Ale nie, panie Durm. Swoją szansę już miałeś.



________________________
zbliża się koniec, a ja nawet nie wiem, co mam pisać w komentarzach pod postem...:'( jest gorzej niż tragicznie xd
dziękuję wszystkim, którzy jeszcze trwają :")

2 komentarze:

  1. awww Lenka jest przesłodka <3
    Erik won, Olek będzie lepszym tatą dla małej ;-;
    czekam nn :3

    OdpowiedzUsuń
  2. O jejuśku ♥♥
    Olek jest taki wspaniały <3333333
    Buźka cieszy mi się tak, że chyba bardziej już nie może XD
    Nie wyobrażam sobie, że takie cudo niedługo się skończy :CC
    Czekam z niecierpliwością na kolejny
    Buziaki i weny życzę <3 ♥

    OdpowiedzUsuń