Wrzesień, 2014
E.
- Jonas, dzwoń po pogotowie! - krzyknąłem spanikowany w stronę przyjaciela. Moja Melli rodzi. - Już, już! - mruknął, trzymając telefon przy uchu. Popędziłem z nią na kanapę, na której ją położyłem. Drogę, którą przebyliśmy naznaczała przeźroczysta ścieżka.
Ona rodzi. Nie mogłem uwierzyć, że to już. Przecież... To za wcześnie... Chyba że... Nie, przesadzam. Ale ten drugi Ktoś... Kim on mógł być?
Niewiele potem usłyszeliśmy zgrzyt otwieranych się drzwi. Kto miał tutaj dostęp...?
- Mel! - zawołał ktoś. Odwróciliśmy się w stronę wejścia. W progu stanął brunet o niebieskich oczach, ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Czy to on...?
- Cco z nią?! - jęknął, podbiegając do nas. Moich uszu dobiegł huk toreb uderzających o podłogę. - Wezwaliście pogotowie?!
- Już jedzie, spokojnie.
- Jak mam być spokojny?! - przepchnął się przez Hoffmanna i stanął obok niej.
Widać było, że Niemka chciała coś powiedzieć, ale nie mogła. Kurczowo trzymała się za brzuch, głęboko oddychając.
- Proszę się odsunąć - głos ratowników sprowadził mnie na ziemię. Już przyjechali? Czy byłem tak bardzo wyłączony, że ten czas tak szybko minął?
Wykonałem jego zalecenie, Jona i ten drugi podobnie. Dwóch z nich przeniosło ją na nosze, a trzeci przemawiał do niej łagodnie.
- Ciężarną przewieziemy do Krankenhaus Martha-Maria - powiedział tylko to, po czym wyszedł z mieszkania.
- Gdzie to jest - zwróciłem się do mojego konkurenta.
- Zawiozę Was tam - stanął nade mną. - W ogóle to Alessandro jestem - wyciągnął do mnie rękę, jakby chcąc pomóc mi wstać. - Może nie powinienem się tak zachowywać, ale było to wyższe ode mnie.
- Mnie chyba znasz, a to jest Jonas - wskazałem na swojego towarzysza. - Eh, rozumiem, na Twoim miejscu też bym tak zrobił..
- Dobra, chodźmy - wtrącił. - Mel jest teraz ważniejsza.
Opuściliśmy mieszkanie oraz blok, by wsiąść do jego Audi. Po kilkunastu minutach jazdy w milczeniu znaleźliśmy się na miejscu.
Alessandro podbiegł do recepcji i zaczął wypytywać o coś tamtejszą pielęgniarkę. Raczej o moją byłą. Byłą, eh...
- Jest na porodówce, nie udało się podtrzymać dalej ciąży - musiałem aż głęboko odetchnąć. To nie sen, Melanie rodzi. Już za niedługo będę ojcem...
- Durmi, nie mdlej - Hoffmann mnie upomniał.
- Sala jest na piętrze, chodźcie - oznajmił Schoepf.
- Wpuszczą nas?
- Jesteś ojcem dziecka, a my - wskazał dłonią na Hoffiego i siebie - jego wujkami. Starczy? Starczy - mój przyjaciel wywrócił oczami. - Idziemy.
Weszliśmy do windy i w miarę cierpliwie czekaliśmy aż zawiezie nas na odpowiednie piętro.
Z każdą chwilą coraz bardziej się denerwowałem. Przez ostatnie tygodnie wyobrażałem sobie, jak będę wyglądać w nowej roli. Czy pogodzę karierę z... Z pomocą przy wychowaniu dziecka. Przecież już nigdy nie będziemy razem, prawda?
Gdyby nie to, że pozwoliłem wejść Julii, Melanie nigdy by tu nie przyjechała. Nigdy by już go nie zobaczyła, a jej uczucia do niego nigdy by nie wróciły...
- To wszystko moja wina... - szepnąłem, jakby sam do siebie. Ale cóż, obaj usłyszeli.
- Spokojnie, najwyraźniej tak musiało być - mruknął Alessandro, siadając obok mnie.
- Eh, nie zrozumiesz.
- No nie, bo ojcem nie jestem, jak widać.
- Nie chodzi o to. Zresztą... Nie Twój problem - chyba definitywnie zakończyłem naszą wymianę zdań.
Kolejne minuty strasznie się ciągnęły. A co, jeśli -nie daj boże- nastąpiły jakieś komplikacje? Gdyby coś im się stało... Nigdy bym sobie tego nie wybaczył.
Nie wiem, ile dokładnie minęło, ale... Był to długi czas. Czas wypełniony myśleniem. O wszystkim i niczym. Dobra, zresztą nieważne. Drzwi od sali się otworzyły, wyszedł z nich lekarz. W trójkę do niego podeszliśmy.
- Co z nimi? - wypalił Alessandro.
- Który z panów to ojciec dziecka? - podniosłem rękę. - Gratuluję zdrowej i silnej jak na wcześniaka córeczki.
- Dziękuję.. - odparłem niepewnie. - A co z Melanie? - ponowiłem pytanie.
- Pacjentka jest w dobrym stanie...
- Możemy je zobaczyć? - wtrąciłem, nie pozwalając mu dokończyć.
- Jak tylko przewieziemy je na dział położniczy będzie mógł pan zobaczyć dziecko, matka dziecka musi odpocząć, trochę ją to wymęczyło - wrócił z powrotem do środka. Musiałem się aż podeprzeć ściany. Mam córeczkę.
Moi towarzysze zaczęli mi składać gratulacje. Jednak one mnie za bardzo nie obchodziły. Chciałem już teraz zobaczyć się z moim dzieckiem, oraz jego rodzicielką.
- Gdzie jest oddział poporodowy? - zapytałem.
- Mieszkam tu od miesiąca, myślisz, że zwiedzałem szpital?
- No nie... Poszukamy?
- Jasne - zatwierdził i znowu zeszliśmy na parter, do recepcji. Kobieta szybko poinstruowała nas, gdzie mamy się udać. Po dojeździe na odpowiedni poziom, pobiegliśmy długim korytarzem do drzwi oznakowanych napisem "Oddział położniczy", tam na pewno był też poporodowy. Zwolniliśmy kroku, nie chcieliśmy wyjść na desperatów, którymi byliśmy w rzeczywistości. Przez oszklone okna było widać wiele łóżeczek, przy niektórych były pielęgniarki, w niektórych dzieci płakały, przy jeszcze innych stali rodzice...
Kolejna pielęgniarka poprowadziła mnie do łóżeczka, w którym leżała w nim malusia istotka, zresztą jak to na całym oddziale. Wytrzeszczyłem oczy, ogarniając, że to moja córeczka. Spokojnie spała, mając w ustkach kciuka. Słodki widok. Na główce miała bialutką czapeczkę, a na stópkach skarpetki. Dziwnie te pielęgniarki ubierają, zamiast założyć coś jeszcze to tylko nakrycie na głowę i stopy. Ale nie o tym mowa.
- Mmogę wziąć ją na ręce? - zatwierdziła, pewnym ruchem wyjmując ją ze żłobka. Wysunąłem ręce, a ona mi ją podała. Ostrożnie przycisnąłem ją do siebie. Poruszyła główką, ale nie otworzyła oczek. Przejechałem kciukiem po jej policzku i odwróciłem się w stronę okna, gdzie stali Jonas i Alessandro. Uśmiechnąłem się do nich uradowany, a oni mi odmachali. Hoffmann nawet chyba zdjęcie zrobił. Nie widziałem dokładnie, byłem za bardzo zaabsorbowany słodkim ciężarem, który spoczywał na moich rękach.
- No, pora maleństwo pokazać mamusi - radowanie się dzieckiem przerwał głos kobiety.
- Mogę ją zanieść, też planowałem pójść do niej...
- Eh, no dobrze. Tylko niech pan uważa, koledzy... - wskazała głową na chłopaków, którzy coraz bardziej się niecierpliwili. Opuściłem wraz z małą oddział. Od razu do mnie doskoczyli.
- A pielęgniarka mówiła, bym na Was uważał... - westchnąłem.
- Daj się wujkowi napatrzeć - jęknął cicho Hoffi.
- Oczarujesz mi ją.
- No ba, ma się ten urok - pokręciłem głową, stawiając pierwszy krok.
- Gdzie Ty uciekasz? - zapytał brunet.
- Do Melli, niech też zobaczy.
- To już można? - zatwierdziłem. - To idziemy.
____________________
Tarararam! Witamy na świecie Melanie Junior :D Nie wiem, co natchnęło mnie do tego, aby była córeczka, wolę, aby oni mieli synków, pls XDDD
Eriś jako tata>>>>>> co nie?
Liczę, że się podoba i widzimy się w przedostatni wolny poniedziałek...:'(
- Już jedzie, spokojnie.
- Jak mam być spokojny?! - przepchnął się przez Hoffmanna i stanął obok niej.
Widać było, że Niemka chciała coś powiedzieć, ale nie mogła. Kurczowo trzymała się za brzuch, głęboko oddychając.
- Proszę się odsunąć - głos ratowników sprowadził mnie na ziemię. Już przyjechali? Czy byłem tak bardzo wyłączony, że ten czas tak szybko minął?
Wykonałem jego zalecenie, Jona i ten drugi podobnie. Dwóch z nich przeniosło ją na nosze, a trzeci przemawiał do niej łagodnie.
- Ciężarną przewieziemy do Krankenhaus Martha-Maria - powiedział tylko to, po czym wyszedł z mieszkania.
- Gdzie to jest - zwróciłem się do mojego konkurenta.
- Zawiozę Was tam - stanął nade mną. - W ogóle to Alessandro jestem - wyciągnął do mnie rękę, jakby chcąc pomóc mi wstać. - Może nie powinienem się tak zachowywać, ale było to wyższe ode mnie.
- Mnie chyba znasz, a to jest Jonas - wskazałem na swojego towarzysza. - Eh, rozumiem, na Twoim miejscu też bym tak zrobił..
- Dobra, chodźmy - wtrącił. - Mel jest teraz ważniejsza.
Opuściliśmy mieszkanie oraz blok, by wsiąść do jego Audi. Po kilkunastu minutach jazdy w milczeniu znaleźliśmy się na miejscu.
Alessandro podbiegł do recepcji i zaczął wypytywać o coś tamtejszą pielęgniarkę. Raczej o moją byłą. Byłą, eh...
- Jest na porodówce, nie udało się podtrzymać dalej ciąży - musiałem aż głęboko odetchnąć. To nie sen, Melanie rodzi. Już za niedługo będę ojcem...
- Durmi, nie mdlej - Hoffmann mnie upomniał.
- Sala jest na piętrze, chodźcie - oznajmił Schoepf.
- Wpuszczą nas?
- Jesteś ojcem dziecka, a my - wskazał dłonią na Hoffiego i siebie - jego wujkami. Starczy? Starczy - mój przyjaciel wywrócił oczami. - Idziemy.
Weszliśmy do windy i w miarę cierpliwie czekaliśmy aż zawiezie nas na odpowiednie piętro.
Z każdą chwilą coraz bardziej się denerwowałem. Przez ostatnie tygodnie wyobrażałem sobie, jak będę wyglądać w nowej roli. Czy pogodzę karierę z... Z pomocą przy wychowaniu dziecka. Przecież już nigdy nie będziemy razem, prawda?
Gdyby nie to, że pozwoliłem wejść Julii, Melanie nigdy by tu nie przyjechała. Nigdy by już go nie zobaczyła, a jej uczucia do niego nigdy by nie wróciły...
- To wszystko moja wina... - szepnąłem, jakby sam do siebie. Ale cóż, obaj usłyszeli.
- Spokojnie, najwyraźniej tak musiało być - mruknął Alessandro, siadając obok mnie.
- Eh, nie zrozumiesz.
- No nie, bo ojcem nie jestem, jak widać.
- Nie chodzi o to. Zresztą... Nie Twój problem - chyba definitywnie zakończyłem naszą wymianę zdań.
Kolejne minuty strasznie się ciągnęły. A co, jeśli -nie daj boże- nastąpiły jakieś komplikacje? Gdyby coś im się stało... Nigdy bym sobie tego nie wybaczył.
Nie wiem, ile dokładnie minęło, ale... Był to długi czas. Czas wypełniony myśleniem. O wszystkim i niczym. Dobra, zresztą nieważne. Drzwi od sali się otworzyły, wyszedł z nich lekarz. W trójkę do niego podeszliśmy.
- Co z nimi? - wypalił Alessandro.
- Który z panów to ojciec dziecka? - podniosłem rękę. - Gratuluję zdrowej i silnej jak na wcześniaka córeczki.
- Dziękuję.. - odparłem niepewnie. - A co z Melanie? - ponowiłem pytanie.
- Pacjentka jest w dobrym stanie...
- Możemy je zobaczyć? - wtrąciłem, nie pozwalając mu dokończyć.
- Jak tylko przewieziemy je na dział położniczy będzie mógł pan zobaczyć dziecko, matka dziecka musi odpocząć, trochę ją to wymęczyło - wrócił z powrotem do środka. Musiałem się aż podeprzeć ściany. Mam córeczkę.
Moi towarzysze zaczęli mi składać gratulacje. Jednak one mnie za bardzo nie obchodziły. Chciałem już teraz zobaczyć się z moim dzieckiem, oraz jego rodzicielką.
- Gdzie jest oddział poporodowy? - zapytałem.
- Mieszkam tu od miesiąca, myślisz, że zwiedzałem szpital?
- No nie... Poszukamy?
- Jasne - zatwierdził i znowu zeszliśmy na parter, do recepcji. Kobieta szybko poinstruowała nas, gdzie mamy się udać. Po dojeździe na odpowiedni poziom, pobiegliśmy długim korytarzem do drzwi oznakowanych napisem "Oddział położniczy", tam na pewno był też poporodowy. Zwolniliśmy kroku, nie chcieliśmy wyjść na desperatów, którymi byliśmy w rzeczywistości. Przez oszklone okna było widać wiele łóżeczek, przy niektórych były pielęgniarki, w niektórych dzieci płakały, przy jeszcze innych stali rodzice...
Kolejna pielęgniarka poprowadziła mnie do łóżeczka, w którym leżała w nim malusia istotka, zresztą jak to na całym oddziale. Wytrzeszczyłem oczy, ogarniając, że to moja córeczka. Spokojnie spała, mając w ustkach kciuka. Słodki widok. Na główce miała bialutką czapeczkę, a na stópkach skarpetki. Dziwnie te pielęgniarki ubierają, zamiast założyć coś jeszcze to tylko nakrycie na głowę i stopy. Ale nie o tym mowa.
- Mmogę wziąć ją na ręce? - zatwierdziła, pewnym ruchem wyjmując ją ze żłobka. Wysunąłem ręce, a ona mi ją podała. Ostrożnie przycisnąłem ją do siebie. Poruszyła główką, ale nie otworzyła oczek. Przejechałem kciukiem po jej policzku i odwróciłem się w stronę okna, gdzie stali Jonas i Alessandro. Uśmiechnąłem się do nich uradowany, a oni mi odmachali. Hoffmann nawet chyba zdjęcie zrobił. Nie widziałem dokładnie, byłem za bardzo zaabsorbowany słodkim ciężarem, który spoczywał na moich rękach.
- No, pora maleństwo pokazać mamusi - radowanie się dzieckiem przerwał głos kobiety.
- Mogę ją zanieść, też planowałem pójść do niej...
- Eh, no dobrze. Tylko niech pan uważa, koledzy... - wskazała głową na chłopaków, którzy coraz bardziej się niecierpliwili. Opuściłem wraz z małą oddział. Od razu do mnie doskoczyli.
- A pielęgniarka mówiła, bym na Was uważał... - westchnąłem.
- Daj się wujkowi napatrzeć - jęknął cicho Hoffi.
- Oczarujesz mi ją.
- No ba, ma się ten urok - pokręciłem głową, stawiając pierwszy krok.
- Gdzie Ty uciekasz? - zapytał brunet.
- Do Melli, niech też zobaczy.
- To już można? - zatwierdziłem. - To idziemy.
____________________
Tarararam! Witamy na świecie Melanie Junior :D Nie wiem, co natchnęło mnie do tego, aby była córeczka, wolę, aby oni mieli synków, pls XDDD
Eriś jako tata>>>>>> co nie?
Liczę, że się podoba i widzimy się w przedostatni wolny poniedziałek...:'(


załączyło mi się milion myśli, łącznie z fangirlingiem i ciągłym robieniem 'awww' na Erika
OdpowiedzUsuńwszystko mówiło mi, że to będzie syn, a tu taka niespodzianka! te wszystkie słodkie momenty sprawiły, że się rozmaśliłam, jeju :") nic dziwnego, zawsze wiedziałam, że Durmi odnajdzie się w roli ojca :D
nie mogę doczekać się momentu, w którym Melanie i Erik będą obok siebie, najszczęśliwsi na świecie razem z tą małą istotką, omg :")
weny życzę i przesyłam buziaki :*
Twoja Domisia <3
Aaaa jeeeju ❤❤❤❤❤ Eriś jako tatuś mmm widok przecudowny ❤❤❤❤❤
OdpowiedzUsuńAle nadal mam nadzieję, że Mell będzie z Olkiem xD
Przepiękne jak zawsze ❤❤❤❤
Czekam na kolejny
Buziaki :**
Yaaaaay 😍 ale też wolałabym synka xdddd a rozdział super, przecież wiesz 😘💕
OdpowiedzUsuńROZCZULIŁAM SIĘ :v Też bym chciała takiego tatusia, co za niesprawiedliwość
OdpowiedzUsuń#Wikapowróciładokomentowania
czekam na kolejny:*
Ojejj rozdział cudowny <3
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Erik i Meli będą razem i stworzą małej szczęśliwą rodzinę <33
Czekam na następny ;*
Pozdrawiam ♥
Ahh <3 Rozdział cudowny, aż dziw bierze, że Olek i Erik się nie pobili, ale cóż, w nagłych wypadkach nie ma czasu na waśnie ;) Liczę, że Melanie jednak będzie z Alessandro :)
OdpowiedzUsuńJejciu, jak się cieszę, że wszystko tak się skończyło, i że z dzieckiem jest wszystko w porządku :3
OdpowiedzUsuńErik na pewno dobrze sprawdzi się w roli taty c:
Nie mogę się doczekać co będzie dalej! ♥ ♥
Omg tak!!! Zgadzam sie ze Erik jako tatus to po prostu zycie ❤❤
OdpowiedzUsuńW ogole ten rozdzial jest taki cnxshkakdnjfksm pomimo zgrzytu miedzy Olkiem i Erikiem :p
Ciekawa jestem jak to sie wszystko potoczy z nimi. Moze ich rozstanie nie jest jeszcze przesadzone?
Pozdrawiam :* x
Ohh <3 Erik tatusiem :3 Jakie to słodkie jest! <3
OdpowiedzUsuńChciałabym żeby Mell i Ericzek byli wspaniałą rodzinką z maleństwem! :)
Czekam na kolejny i pozdrawiam! :*
Erik tatuś *.* czekam na nowy rozdział:)
OdpowiedzUsuń