Listopad 2013
Czekałam na lotnisku na przylot Erika. Z jednej strony się cieszyłam, a z drugiej się bałam... Jak zareagują moi rodzice, Olek... Ugh.
"Samolot lecący z Dortmundu właśnie wylądował! Samolot lecący z Dortmundu właśnie wylądował!"
Odruchowo poderwałam się z miejsca i przystanęłam przy barierkach, czekając na chłopaka. Na szczęście nie było żadnych większych problemów, chwilę potem już byłam w jego ramionach.
"Samolot lecący z Dortmundu właśnie wylądował! Samolot lecący z Dortmundu właśnie wylądował!"
Odruchowo poderwałam się z miejsca i przystanęłam przy barierkach, czekając na chłopaka. Na szczęście nie było żadnych większych problemów, chwilę potem już byłam w jego ramionach.
- Tęskniłam - szepnęłam, tuląc się do niego.
- Ja też, mała, ja... APSIK! - kichnął, co uniemożliwiło mu dokończenie wypowiedzi.
- Czy Ty aby przypadkiem nie jesteś chory?
- Ostatecznie mój kit przed trenerem okazał się prawdą... Ale nie mogłem nie przylecieć do Ciebie... Nawet jeśli byłbym po wypadku to bym to zrobił!
- Człowiek się tu martwi i dowiaduje jako ostatni, a ten jeszcze na siłę... Chodźmy lepiej, bo jeszcze nas ktoś złapie.
Wypuścił mnie z uścisku i ujął moją dłoń, po czym zdał się na mnie. Wyprowadziłam go z lotniska i skierowałam w stronę mojego samochodu.
- Mm, ładne autko - powiedział z uznaniem, rozsiadając się w fotelu mojego Audi RS5.
- Hah, dziękuję - zapaliłam silnik i wyjechalam z parkingu. Ciszę między nami zagłuszały kalsznięcia i kichnięcia chłopaka. - Chyba z tą Twoją chorobą to nie zdziałamy zbyt wiele...
- To zwykłe przeziębienie, nic więcej!
- Ale nieleczone może przerodzić się w coś gorszego, a tego chyba nikt nie chce, prawda?
- No oczywiście, że nie... Ale obiecałem, że przylecę, to przyleciałem!
- Obiecałeś, ale zdrowy - poprawiłam go. - Chociaż jak jesteś chory, to pobawię się w panią doktor - znów się zaśmialiśmy.
- Z chęcią będę się leczył u pani doktor, panno Weihrauch - posłał mi buziaka w powietrzu.
Resztę drogi żartowaliśmy na każdy temat. Schody zaczęły się, gdy zatrzymaliśmy się przed moim domem.
- Boisz się? - zapytał, a ja kiwnęłam głową na potwierdzenie. - Chyba nie mają pozwolenia na broń, co nie? - próbował rozluźnić atmosferę.
- Nie, nie mają... Idziemy...?
Odpowiedzi nie otrzymałam, bo wyleciał z auta, by otworzyć mi drzwi. Ah to dobre wrażenie. Ciekawe, czy nas obserwują już od wjazdu...
Gdy stanęłam o własnych nogach, to niemal od razu złapał mnie za rękę, byśmy razem przemierzyli odległość dzielącą nas od "poważnej rozmowy".
- Heeeej... - zaczęłam, gdy znaleźliśmy się w salonie, gdzie czekali wszyscy. Począwszy od moich rodziców, a skończywszy na... Alessandro.
- Dzień dobry - rzekł Durm.
Zerknęłam na zgromadzonych. Każdy z nich przyglądał się nam i naszym dalej splecionym dłoniom.
- Mamo, tato i cała reszto... To Erik, mój chłopak - mych uszu dotarły dwa westchnięcia. Chyba nie muszę mówić, z czyich ust one wypłynęły....
~*~A~*~
To okropne uczucie, gdy widzisz Ją szczęśliwą u boku innego. Tę radość, kiedy przedstawiała nam go jako swojego chłopaka...
A mi co z tego zostało? Ból. Zawiedzenie. Smutek. Odrzucenie. I każde inne negatywne uczucie. Moja radość życia momentalnie uleciała. To koniec, nie mam szans. Przegrałem. Straciłem Ją do końca. I nigdy nie odzyskam.
Mimowolnie liczyłem, że to chwilowe, że przejdzie im, a jednak...
- Alessandro... - szepnął Patrick. Oderwałem wzrok od zdjęć stojących na komodzie i skupiłem się na przyjacielu. - Idziemy gdzieś...? Nie mam zamiaru tu siedzieć...
- Jasne... - podniosłem się z kanapy.
- Wychodzę z Alessandro, niedługo będziemy - powiedział Niemiec. Założę się, że nawet nie zareagowali, tak bardzo byli zajęci rozmową z moją Mel i Durmem.
- Już wszystko stracone - wyszeptałem załamany, zajmując miejsce pasażera w jego samochodzie. - To koniec, nie będzie ze mną. Najwyraźniej nie chce ode mnie nic więcej niż przyjaźni...
- Olek... Ja nie wiem, co powiedzieć. Po co ona tam szukała, skoro tu jesteś? - jej brat wie wszystko, co do niej czuję. Nie umiałbym mieć przed nim tej tajemnicy.
- Mówię Ci.. Ona nie chciała ode mnie niczego więcej, jak przyjaźni...
- Dalej liczysz, że im przejdzie?
- Nie, Patrick... Już nie. Straciłem ostatnią nadzieję.
Jej rodzice nie byli tacy źli.. Gorzej z jej bratem i jego towarzyszem... Szybko się zmyli, co było dziwne. Cholernie bardzo. A miałem i go przekonać..
- To najgorsze za nami, tak? - spytałem ją, gdy byliśmy na spacerze po najbliższej okolicy. Dziewczyna już dziś postanowiła mi choć trochę pokazać swojego miasta. Moje zdrowie zeszło na drugi plan, gdy tylko ją znów ujrzałem. Przy niej wszystko było o wiele lepsze.
- Tak. Spodobałeś się moim rodzicom - zaśmiała się. - Ale Patrick i Olek... Potem trzeba z nimi porozmawiać.
- Olek..? - powtórzyłem zdziwiony.
- Alessandro to mój najlepszy przyjaciel. Chcę byś też miał z nim choć umiarkowany kontakt - facet przyjaciel? Kto o tym słyszał? - Co się dziwisz? - zaśmiała się słodko.
- Nie spotkałem się z takim przypadkiem, że z przyjaźni damsko-męskiej nie ma związku.
- To teraz masz taki przypadek.
- Mówiłem Ci, że jesteś niesamowita? - spytałem, obejmując ją. Zadrżała lekko, przymykając oczy.
- Chyba coś obiło mi się o uszy - mruknęła, wtulając się w mój bok.
Szliśmy chwilę w milczeniu. Park, w którym byliśmy był naprawdę piękny. Szczerze, to miasto też miało swój urok... Jednak nic nie zastąpi Dortmundu.
- Olek! - zawołała w pewnej chwili, odrywając się ode mnie. Prócz nas i jakiegoś biegacza nikogo nie było.Tamta osoba podniosła wzrok i dziwnie się na nas spojrzała, po chwili... Podchodząc do nas.
- Hej Mel i... Erik. Co Was sprowadza o takiej porze tutaj?
- A wiesz... Pokazuję Erikowi jedno z najlepszych miejsc w mieście. A Ty jak zawsze bieganie? Zimno Ci nie straszne?
- No a nie widać? - zaśmiał się. - Mam prośbę... Mogę pogadać z Erikiem w cztery oczy?
Zdziwiłem się i to nieźle. Nie znam gościa, wiem, że jest jej przyjacielem... Czego on mógł ode mnie chcieć?
- Jasne... - odparła niepewnie. - Będę szła prosto i wolno, powinieneś mnie znaleźć - zwróciła się do mnie, ruszając przed siebie.
Patrzyłem się na niego co najmniej ze zdziwieniem, zastanawiając się, czego on ode mnie może chcieć. Odezwał się dopiero wtedy, gdy miał pewność, że moja dziewczyna go nie usłyszy.
- Postawię sprawę jasno - zaczął ostro, cichym tonem. - Ona jest dla mnie najważniejsza na całym świecie. Spierdolisz coś, a będziesz miał ze mną do czynienia.
______________
Też jak Alessandro tracę nadzieję. Naprawdę Wasza aktywność wywołuje u mnie stany depresyjne ;_;A nie wspomnę, że piszę już 22 rozdział
- Już wszystko stracone - wyszeptałem załamany, zajmując miejsce pasażera w jego samochodzie. - To koniec, nie będzie ze mną. Najwyraźniej nie chce ode mnie nic więcej niż przyjaźni...
- Olek... Ja nie wiem, co powiedzieć. Po co ona tam szukała, skoro tu jesteś? - jej brat wie wszystko, co do niej czuję. Nie umiałbym mieć przed nim tej tajemnicy.
- Mówię Ci.. Ona nie chciała ode mnie niczego więcej, jak przyjaźni...
- Dalej liczysz, że im przejdzie?
- Nie, Patrick... Już nie. Straciłem ostatnią nadzieję.
~*~E~*~
Jej rodzice nie byli tacy źli.. Gorzej z jej bratem i jego towarzyszem... Szybko się zmyli, co było dziwne. Cholernie bardzo. A miałem i go przekonać..
- To najgorsze za nami, tak? - spytałem ją, gdy byliśmy na spacerze po najbliższej okolicy. Dziewczyna już dziś postanowiła mi choć trochę pokazać swojego miasta. Moje zdrowie zeszło na drugi plan, gdy tylko ją znów ujrzałem. Przy niej wszystko było o wiele lepsze.
- Tak. Spodobałeś się moim rodzicom - zaśmiała się. - Ale Patrick i Olek... Potem trzeba z nimi porozmawiać.
- Olek..? - powtórzyłem zdziwiony.
- Alessandro to mój najlepszy przyjaciel. Chcę byś też miał z nim choć umiarkowany kontakt - facet przyjaciel? Kto o tym słyszał? - Co się dziwisz? - zaśmiała się słodko.
- Nie spotkałem się z takim przypadkiem, że z przyjaźni damsko-męskiej nie ma związku.
- To teraz masz taki przypadek.
- Mówiłem Ci, że jesteś niesamowita? - spytałem, obejmując ją. Zadrżała lekko, przymykając oczy.
- Chyba coś obiło mi się o uszy - mruknęła, wtulając się w mój bok.
Szliśmy chwilę w milczeniu. Park, w którym byliśmy był naprawdę piękny. Szczerze, to miasto też miało swój urok... Jednak nic nie zastąpi Dortmundu.
- Olek! - zawołała w pewnej chwili, odrywając się ode mnie. Prócz nas i jakiegoś biegacza nikogo nie było.Tamta osoba podniosła wzrok i dziwnie się na nas spojrzała, po chwili... Podchodząc do nas.
- Hej Mel i... Erik. Co Was sprowadza o takiej porze tutaj?
- A wiesz... Pokazuję Erikowi jedno z najlepszych miejsc w mieście. A Ty jak zawsze bieganie? Zimno Ci nie straszne?
- No a nie widać? - zaśmiał się. - Mam prośbę... Mogę pogadać z Erikiem w cztery oczy?
Zdziwiłem się i to nieźle. Nie znam gościa, wiem, że jest jej przyjacielem... Czego on mógł ode mnie chcieć?
- Jasne... - odparła niepewnie. - Będę szła prosto i wolno, powinieneś mnie znaleźć - zwróciła się do mnie, ruszając przed siebie.
Patrzyłem się na niego co najmniej ze zdziwieniem, zastanawiając się, czego on ode mnie może chcieć. Odezwał się dopiero wtedy, gdy miał pewność, że moja dziewczyna go nie usłyszy.
- Postawię sprawę jasno - zaczął ostro, cichym tonem. - Ona jest dla mnie najważniejsza na całym świecie. Spierdolisz coś, a będziesz miał ze mną do czynienia.
______________
Też jak Alessandro tracę nadzieję. Naprawdę Wasza aktywność wywołuje u mnie stany depresyjne ;_;

Audi RS5. *.* Kocham to auto <3
OdpowiedzUsuńRozdział jak zawsze zaczekurwabisy <3
Czekam na nexta ;)
Nie traćta nadziei! :3 Ah biedny Alessandro :( Doskonale wiem co on czuje :<
OdpowiedzUsuńRozdział genialny i wspaniały! :*
Oby się im wszystkim poukładało jak najlepiej! :3
Czekam na następny i pozdrawiam ;D :*
Olek powinien walczyć, mimo tego, że moje serce należy do Erika. Tutaj jestem za Olkiem XD
OdpowiedzUsuńRaz mogę iść w inną stronę :D
Cudeńko jak zawsze! ♥♥
Czekam na kolejny
Buziole :*****
To ostatnie zdanie :O No to nieźle się Olek zakochał! Myślałam, że to tylko przelotne. Jednak się myliłam.
OdpowiedzUsuńOj, sama nie wiem co myśleć o związku Erika z Mell. Widać, ze się kochają, ale Alessandro nie daje mi spokoju. Chyba trochę jestem po jego stronie. Biedaczek :c
Rozdzial chyba najlepszy jak do tej pory :D
Pozdrawiam :*