Październik 2013 r.
- Nie chcę byś tam wracała... - wyszeptał Erik, gdy staliśmy na płycie lotniska. Tulił mnie do siebie, jakby bał się, że nigdy więcej tu nie wrócę. Już czułam, że za nim tęsknię, chociaż jeszcze się nie rostaliśmy.
- Obiecuję, że niedługo przylecę. Tak szybko, jak to będzie możliwe - powiedziałam tym samym tonem, co on, nawet nie wstrzymując łez.
- Taką mam nadzieję - uniósł moją głowę, przez co zobaczył, że płaczę. - Nie płacz kochanie. Jeśli się złapię do kadry na mecz z Bayernem to przylecę nawet kilka dni wcześniej - starł kciukami łzy, które dalej wypływały.
- Pasażerowie lotu mg 371 proszeni są o skierowanie się do sektoru C - wołali mnie... Najcudowniejsze dni ostatnich miesięcy właśnie się kończyły.
- Niedługo się zobaczymy - pochylił się nade mną i złączył nasze wargi w czułym pocałunku. Przypadkowa łza, która wypłyneła mu z oczu skapnęła mi na policzek.
- Będę tęsknić... - jeszcze raz go cmoknęłam w usta.
- Ja też... - chwilę się zbierał, by to powiedzieć... - Kocham Cię, Melli - uśmiechnął się przez łzy, a moje serce załomotało jak dzikie. Pierwszy raz. To takie... Cudowne. Niesamowite...
- Eriś, ja... Ja Ciebie też kocham - popłakałam się bardziej, a on przytulił mnie jeszcze na chwilę do siebie.
- Uciekaj, bo jeszcze się spóźnisz... A chyba nie chcemy mieć problemów potem, prawda? - pokręciłam przecząco głową. - Już niedługo...
- Będę z niecierpliwością odliczać czas do tego dnia - odsunęłam się od niego, a on cicho westchnął. Powoli ruszyłam w stronę odpowiedniego sektora. Durm machał mi cały czas, dopóki nie zniknął pośród tłumu ludzi. Ostatnie 10 dni było cudowne. Erik i Jonas pokazywali mi miasto, byłam na meczu rezerw BVB, Durmi pokazywał wtedy, że na boisku nie liczy się nic, prócz piłki... A poza nim... Poza nim był cudnym człowiekiem.
Lot minął mi na wspominaniu wizyty u chłopaka. Ale przecież musiałam się zmierzyć z rzeczywistością w postaci rodziców, brata, czy Alessandro... Na razie nic nie będę im mówić o tym, dowiedzą się wtedy, gdy Erik tu przyleci. Nie prędzej.
Po godzinie lotu wylądowałam w Monachium. Zadzwoniłam do brata i napisałam do chłopaka, że bezpiecznie przyleciałam, by niepotrzebnie się nie martwił. Grałam w jakieś gierki dla zabicia czasu przed przyjazdem mojej osobistej "podwózki". Nie miał treningu, więc w pół godziny powinien się wyrobić.
- Mel - zamiast Patricka usłyszałam... Alessandro. Podniosłam głowę. Był tylko on, nikt więcej... - Jak minęła wizyta w Dortmundzie?
- Bardzo dobrze - lekko się uśmiechnęłam, podnosząc się z miejsca. Od razu zamknął mnie w swoim uścisku.
- Tęskniłem - wyszeptał.
- Też mi Was brakowało. Zwalę się na głowę Wam tak bardzo, że po tygodniu będziecie mieli mnie dość - zaśmialiśmy się, a Schoepf zabrał moją torbę. Ruszyliśmy w stronę wyjścia z Oberpfaffenhofen Airport. - A mój brat to o mnie zapomniał?
- Stephanie... - mruknął, a ja zrozumiałam.
- Jego oczko w głowie. Dzięki, że przyjechałeś po mnie.
- Po moją małą zawsze przyjadę - znów się uśmiechnęłam. Wsiedliśmy do auta i wyjechaliśmy z parkingu. - Co ciekawego tam porabiałaś?
- A wiele rzeczy. Erik i Jonas pokazywali mi miasto, byłam na ich meczu... Ogólnie, świetnie było. Niedługo ma tutaj przylecieć, wtedy ja się bawię w przewodnika - zaśmiałam się. Ledwo wstrzymałam się przed wzmianką o imprezie, po której gazety określiły nas parą. Lepiej, by jeszcze nie wiedzieli. O wiele. Chociaż to takie dzieci internetu, że wcale bym się nie zdziwiła, gdyby się dowiedzieli...
Resztę drogi do domu przegadaliśmy na błahe tematy. Chyba próbował na nowo naprawić nasze relacje, co bardzo mnie cieszy. Jest dla mnie ważny, nawet nie wie, jak bardzo. I nie chcę go stracić.
- Nasza światowa Melanie wróciła! - usłyszałam na powitanie od brata i jego dziewczyny. Zamknęli mnie w uścisku, nawet nie dając dostępu Olkowi.
- Jak było? Co porabiałaś? Zrobił Ci coś? - Patrick zasypywał mnie pytaniami, niczym na przesłuchaniu.
- Mogę się rozpakować i odpocząć? Mam za sobą lot - odparłam, zabierając od Schoepfa mój bagaż. Ruszyłam na schody, gdy usłyszałam, że ktoś drepta za mną. Panna Mell.
- Mała, nie. Musimy pogadać - przerwała mi próbę wypowiedzenia się. Westchnęłam cicho, pozwalając jej iść za mną.
Padłam na łóżko, a dziewczyna usiadła obok mnie, milcząc. To o czym chciałaś ze mną porozmawiać, Stephanie?
- Melanie, boję się o Ciebie. Żebyś jeszcze nie popełniła błędu i nie uciekła - spojrzałam się na nią pytająco. - Pokażę Ci coś - wyciągnęła telefon i pokazała mi coś na ekranie. To Erik i ja, razem, na przyjęciu u Nuriego. Tuli mnie do siebie podczas tańca.
- Trochę jest tego. Nie żebym Cię śledziła, czy co, po prostu wyskoczyło mi to na głównej Bilda. Proszę Cię, uważaj na siebie. Widzę, że jesteś szczęśliwa, gdy tylko go zobaczysz, ale martwię się, bo na odległość jest inaczej. Nie musi być z Tobą do końca szczery, może z kimś kręcić na boku, a Ciebie ma od tak - pstryknęła palcami. - Nie chcę byś się potem zawiodła.
- Stephanie... Erik jest ze mną szczery, ja to wiem. Ale dziękuję za troskę - podniosłam się i przytuliłam się do niej. - Mam nadzieję, że nikt, prócz nas nie wie, jak jest. Dopóki tu nie przyjedzie, chcę to utrzymać w tajemnicy.
- Nie, udało mi się to zataić przed Patrickiem. Musiałam sama z Tobą o tym pomówić.
- Wiesz już, jak jest? - kiwnęła mi głową na zatwierdzenie. - Obiecał, że do meczu tu przyleci...
- Zobaczymy, czy dotrzyma obietnicy... - usłyszałyśmy pukania do drzwi. Po chwili się uchyliły i zobaczyłyśmy w nich postać mojego brata.
- Chińszczyzna przyszła, jak chcecie, to chodźcie - Mell się podniosła.
- Ja niedługo zejdę - zostałam sama, więc sięgnęłam po telefon, który od chwili dawał znać. Kilkanaście połączeń od Erika i smsy... Nie tylko od niego.
"Jak się czujesz?", "Mówili coś o mnie, o nas?", "Melanie", "Skarbie, co z Tobą?" te były od chłopaka, a ostatni mnie wręcz rozbawił... Pisał Hoffmann. "Jeśli nie chcesz mieć problemów, to do godziny 14 radzę Ci dać znać o tym, że żyjesz". Kurdę 13:58, mamy problem.
Od momentu pożegnania z Melanie dziwnie się czuję. Odczuwam jakby wewnętrzną pustkę... Chwile z nią były najcudowniejsze, nie chciałem, by się kończyły. Ale kiedyś musiały...
Minęło trochę czasu od jej ostatniej wiadomości. Chciałem się dowiedzieć, czy coś było, czy jej brat coś podejrzewa... Czy była kłótnia... Wysłałem pierwszego SMSa. Nic. Drugi, trzeci, piąty... Dalej nic. Kurna.
- Erik, spokojnie - Jona próbował postawić mnie do pionu. - Może zapomniała o tym, że ma telefon?
- Weź mnie nie denerwuj - dźgnąłem go w żebra.
- Mam do niej napisać groźbę, by zareagowała? - zatwierdziłem, a on wstukał wiadomość. - Zaraz odpisze, ma dwie minuty.
Jak powiedział, tak uczyniła. Chwilę potem już miałem od niej wiadomość. "Żyję". Wystarczyło, bym mógł odetchnąć z ulgą.
- A nie mówiłem? Od razu Ci lepiej, wystarczy jej zagrozić - w jego głosie wyczułem pewnego rodzaju dumę. Jak to Hoffmann.
"I jak, podejrzewają coś?" - odpisałem.
- Widzę, że już jesteś w swoim żywiole... Nic więcej od Ciebie nie wyciągnę... - Hoffi podniósł się z kanapy. - Wpadnę jutro, do zobaczenia! - przybił ze mną piątkę i wyszedł. A ja czekałem na wiadomość od dziewczyny.
"Patrick nie, ale jego dziewczyna... Widziała nasze zdjęcie i domyśliła się wszystkiego". Westchnąłem. Co, jeśli powie dalej?
"Powiedziała komuś, czy nie?"
"Obiecała, że nie wyda się, ale wiesz jak to jest z internetem... Trzeba coś z tym zrobić". Dokładnie.
Prócz tej wiadomości, dostałem coś jeszcze... Coś, co wręcz prosiło się o przypomnienie... Oczywiście standardowo to zignorowałem. Skończy się, że nigdy nie załatwię tego i będę musiał znosić mojego prześladowcę...
"Wiem, że trzeba... Postaram się przyjechać jak najszybciej, trzeba im powiedzieć. Nie zostawię Cię z tym samej..."
"Jak dobrze, że mam Ciebie... Z niecierpliwością czekam na Twój przyjazd. Tęsknię :*" Uśmiechnąłem się do siebie. Jakie to szczęście mnie spotkało, że mam ją...
serdecznie zapraszam na moje nowe fanfiction z Ivanem Knezeviciem w roli głównej :)
- Ja niedługo zejdę - zostałam sama, więc sięgnęłam po telefon, który od chwili dawał znać. Kilkanaście połączeń od Erika i smsy... Nie tylko od niego.
"Jak się czujesz?", "Mówili coś o mnie, o nas?", "Melanie", "Skarbie, co z Tobą?" te były od chłopaka, a ostatni mnie wręcz rozbawił... Pisał Hoffmann. "Jeśli nie chcesz mieć problemów, to do godziny 14 radzę Ci dać znać o tym, że żyjesz". Kurdę 13:58, mamy problem.
~*~E~*~
Od momentu pożegnania z Melanie dziwnie się czuję. Odczuwam jakby wewnętrzną pustkę... Chwile z nią były najcudowniejsze, nie chciałem, by się kończyły. Ale kiedyś musiały...
Minęło trochę czasu od jej ostatniej wiadomości. Chciałem się dowiedzieć, czy coś było, czy jej brat coś podejrzewa... Czy była kłótnia... Wysłałem pierwszego SMSa. Nic. Drugi, trzeci, piąty... Dalej nic. Kurna.
- Erik, spokojnie - Jona próbował postawić mnie do pionu. - Może zapomniała o tym, że ma telefon?
- Weź mnie nie denerwuj - dźgnąłem go w żebra.
- Mam do niej napisać groźbę, by zareagowała? - zatwierdziłem, a on wstukał wiadomość. - Zaraz odpisze, ma dwie minuty.
Jak powiedział, tak uczyniła. Chwilę potem już miałem od niej wiadomość. "Żyję". Wystarczyło, bym mógł odetchnąć z ulgą.
- A nie mówiłem? Od razu Ci lepiej, wystarczy jej zagrozić - w jego głosie wyczułem pewnego rodzaju dumę. Jak to Hoffmann.
"I jak, podejrzewają coś?" - odpisałem.
- Widzę, że już jesteś w swoim żywiole... Nic więcej od Ciebie nie wyciągnę... - Hoffi podniósł się z kanapy. - Wpadnę jutro, do zobaczenia! - przybił ze mną piątkę i wyszedł. A ja czekałem na wiadomość od dziewczyny.
"Patrick nie, ale jego dziewczyna... Widziała nasze zdjęcie i domyśliła się wszystkiego". Westchnąłem. Co, jeśli powie dalej?
"Powiedziała komuś, czy nie?"
"Obiecała, że nie wyda się, ale wiesz jak to jest z internetem... Trzeba coś z tym zrobić". Dokładnie.
Prócz tej wiadomości, dostałem coś jeszcze... Coś, co wręcz prosiło się o przypomnienie... Oczywiście standardowo to zignorowałem. Skończy się, że nigdy nie załatwię tego i będę musiał znosić mojego prześladowcę...
"Wiem, że trzeba... Postaram się przyjechać jak najszybciej, trzeba im powiedzieć. Nie zostawię Cię z tym samej..."
"Jak dobrze, że mam Ciebie... Z niecierpliwością czekam na Twój przyjazd. Tęsknię :*" Uśmiechnąłem się do siebie. Jakie to szczęście mnie spotkało, że mam ją...
___________________________
serdecznie zapraszam na moje nowe fanfiction z Ivanem Knezeviciem w roli głównej :)

pierwszy fragment i Wika ryczy, no cóż..
OdpowiedzUsuń#nienawidzę #pożegnań
AŻ MI SIĘ NASUWA TEN TEKST - LOTNISKA WIDZIAŁY WIĘCEJ SZCZERYCH POCAŁUNKÓW, NIŻ KOŚCIELNE OŁTARZE...:)
tak bardzo tru
a ostatnie wersy mnie tak rozczuliły... *-*
czekam na kolejny, buziaki! :*
Gslfjdnxj zasłodziłam się, to takie słodkie, awhhhhh *o*
OdpowiedzUsuńChyba się rozpłynęłam ^^
Idelany rozdział ♥♥♥
Tylko...kim do cholery jest ten prześladowca, hmmm? Bo czuję, że dużo namiesza...
No nic, czekam na kolejny ♡
Oh! zawsze najsmutniejsze a zarazem najsłodsze są pożegnania ;c <3
OdpowiedzUsuńKońcówka cudna *.*
Ah ci prześladowcy niech dadzom spokój! :< Ugh.. ;/
Czekam na kolejny rozdział :3
BUZIAKI! :*
Cuuuudowne! *-*
OdpowiedzUsuńO jeeejuśku <3333
Eriś zakochany chłopak ♥
Czekam na kolejny <3
I przepraszam, że tak późno ;c
Buziaki :***
Początek >>>>>>
OdpowiedzUsuńRyczałam jak bóbr. Aż sama weszłam w skórę bohaterki. To z jednej strony takie okrutne a z drugiej piękne, bo to oznacza, że bardzo się kochają.
Moim zdaniem Mell powinna powiedzieć prawdę. Zatajaniem nic nie zyska, jedynie straci. Ciekawa jestem jak to się rozwiąże.
Groźba od Hofmanna wygrała XD
Buziaki :*