poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Pięć - Będzie dobrze

Październik, 2013

Z każdą chwilą się denerwowałam coraz bardziej. W końcu miałam zjawić się na klubowej imprezie Borussii Dortmund. Ja, ta z obozu czerwonych ma zawitać po przeciwnej stronie muru.
- Kochanie, nie masz się czym martwić - szepnął miękko, chwytając moją dłoń. 
- Prócz braku akceptacji... Ale do tego chyba zdążyłam się przyzwyczaić. 
- Jeśli tego nie zrozumieją, to trudno - cmoknął mnie w czubek nosa. - Bardziej niż oni liczysz się Ty - mój brzuch napełnił się milionem motylków. Tymczasem przesuwał się z ustami odrobinę niżej, by znów zetknąć się z moimi. Przymknęłam oczy i oddawałam się chwili przyjemności, przerwanej niedługo potem przez jego telefon. Zmroził się, gdy odczytywał wiadomość...
- Coś się stało?
- Nie, nic... Chodźmy lepiej - opuścił auto i pomógł mi wysiąść. Poprawiłam spódnicę i stanęłam obok niego. Złapał mnie w pasie, a fotograf profesjonalnie nas ujął. Pół świata już będzie wiedzieć.
- Erik! - pisnęła jakaś blondynka na powitanie. Wypuścił moją dłoń i przytulił się do niej. Przygryzłam wargę, przyglądając się im. Po chwili się odsunęła i skupiła uwagę na mnie. - A Ciebie to nigdy w życiu nie widziałam...
- To Melanie, moja dziewczyna - odrzekł dumnie, chwytając mnie w pasie. "Moja dziewczyna" jak to cudownie brzmi!
- Miło mi Cię poznać Melanie! Jestem Lisa - kobieta także mnie przytuliła.
- Mi także - uśmiechnęłam się lekko.
- Wchodźcie! Nasz jubilat ma niedługo zajechać.
Weszliśmy do ustrojonej restauracji,  a chłopak odłożył niewielki pakunek do kupki prezentów, po czym sprowadził do szatni, byśmy zdjęli kurtki.
- Jeśli wszyscy są tacy, jak Lisa to mi to odpowiada - ucieszył się jak małe dziecko. Szczerze, ja też się cieszyłam. Jego szczęście jest moim szczęściem...
- Witam znowu! - naszych uszu doszedł głos Marco. Obok niego stała kolejna blondynka, która także szeroko się uśmiechała. 
- Jestem Caroline - podała mi rękę. - Dziewczyna Marco. 
- Melanie, dziewczyna Erika - Marco aż gwizdnął z wrażenia. 
- Ej! Nuri już przyjechał! - krzyknął Grosskreutz, wyciągając nas z pomieszczenia. 
Zajęliśmy miejsce przy ogromnym torcie, w oczekiwaniu na najważniejszego gościa imprezy. Odetchnęłam głośniej, a Durm mocniej mnie ścisnął. Po chwili już wszyscy wznosiliśmy okrzyk na cześć jubilata...

Cały czas świetnie się bawiliśmy. Z każdą z przybyłych dziewczyn zamieniłam choć kilka słów. Chłopak prawie cały czas mi towarzyszył. Na szczęście cały stres odszedł, byłam w pełni rozluźniona. Erik też się świetnie bawił. Widać, że nie spodziewał się, że zostanę tak pozytywnie odebrana. 
- Jak się bawisz? - zapytał Jonas, z którym akurat tańczyłam.
- Jest dobrze, nawet bardzo. Nie spodziewałam się takiego przyjęcia.  
- Wiesz... oni są starsi i mądrzejsi, nie to co młodzież z drugiej drużyny. 
- Jeszcze teraz pytanie, co zrobi moja część na wieść o tym...
- Mamy się szykować na trzecią wojnę światową? - zaśmialiśmy się. 
- Wiesz, że jest to możliwe? 
- Oj, bo jeszcze wykraczesz! Będzie dobrze, mówię Ci to.
- Mój brat chyba będzie to najbardziej przeżywać... 
- Oj, bo sobie z nim utnę pogawędkę.
- Nie trzeba...
- Trzeba, trzeba! My Cię przyjęliśmy, to i oni niech tak samo potraktują Erika.
- Muszą to przetrawić... Ewentualnie szykujcie się na przeprowadzenie porwania. 
- Porwania to moja specjalność - poruszył zabawnie brwiami. - Ale tak na poważnie, jeśli coś będą mieli do powiedzenia, to telefon do nas i jesteśmy. 
- Dzięki - wtuliłam się w niego, a piosenka miała się akurat ku końcowi.
- Od tego jesteśmy, mała. 
- Pan pozwoli, że odbiję tę piękną panią - usłyszeliśmy głos Durma. Uśmiechnęłam się i puściłam Hoffmanna. Pochwycił mnie w ramiona, lustrując nieprzeniknionym wzrokiem.
- Chyba trzeba będzie zaaranżować też u mnie takie przyjęcie, połączone z powitaniem Ciebie w naszej społeczności - próbowałam zażartować, ale coś mi chyba nie wyszło, bo znów miał tęgą minę. - Erik?
- Co skarbie? - po chwili wrócił do świata żywych.
- Stało się coś? - szepnęłam, gładząc go po policzku. Przymknął oczy i odetchnął głośniej.
- Głupia sprawa, która nie chce się zamknąć - odparł, ściskając mnie bardziej.
- Będzie dobrze - nie zagłębiałam się co to za sprawa... Jeśli będzie chciał, to mi powie, prawda?


~*~E~*~

Wpatrywałem się w śpiącą Melli od dobrych kilkunastu minut. Nie mogłem spać, sprawa z tymi anonimowymi SMS'ami nie dawała mi spokoju. Kto może być taki chory, by uparcie prześladować bogu ducha winnego człowieka? Co ja jej/mu zrobiłem, do jasnej cholery?!
- Mój Erik - wymamrotała w pewnym momencie, przyciągając do siebie poduszkę. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Lepiej chyba nie mogłem trafić, prawda?
- Moja Melli - szepnąłem, wiedząc, że i tak mnie nie usłyszy, przecież śpi. 
Jak tylko wróci do siebie, zajmę się tym na poważnie. Ale nie teraz. Teraz mam ją i ona jest ważniejsza.

W ciągu kolejnych dni pokazywałem jej miasto. Już drugiegodnia jej wizyty, tuż po urodzinach Sahina, natknąłem się w gazecie na wzmiankę o nas. 
- Melli! - krzyknął Jona na powitanie. - Ten wygodnicki już się Tobą wysługuje? - wywróciłem oczami, odrywając się od naszego zdjęcia.
- Już o nas piszą w wielkim świecie, jesteś skończona - odchyliłem głowę, by ją cmoknąć.
- Z jakim entuzjazmem to mówi... - westchnęła, a ja się zaśmiałem. - Może lepiej będzie, jak nie wrócę do Monachium? Oni mnie tam pozabijają. 
- Gdybym tylko mógł, to wróciłbym tam z Tobą, ale mamy wyjazd... 
- Wiem... Będę musiała sobie sama poradzić.
- Dasz radę - Hoffi jak zawsze był pełen entuzjazmu. 
- Myślę, że nie mam wyboru i muszę dać. A nie mam najmniejszego zamiaru się poddać - zamilkliśmy na chwilę. - A teraz pokaż, jak o nas piszą. 
Podałem jej gazetę, a ona zabrała się za czytanie.
- "Erik Durm na przyjęciu pojawił się z piękną przyjaciółką" nieładnie okłamywać ludzi... Chyba przejdę się do ich redakcji.
- Gdzie niby kłamią? 
- Ta część opisu, dotycząca mnie - spojrzeliśmy się na nią ze zdziwieniem.  - Nikt nie zrozumie kompleksu kobiety... Wychodzimy gdzieś? - zmieniła temat.
- A gdzie chcesz? 
- Zdaję się na Was! - zaśmiała się, odkładając gazetę na szafkę. Podniosłem się z kanapy i skierowaliśmy się w stronę korytarza.


_____________
Serdecznie witam! Jak zawsze nie wiem, co powiedzieć na temat danego rozdziału, bo według mnie to słabe -2/10, hah :D Całą opinię pozostawiam WAM i właśnie na nią liczę!! :) nawet na srogą krytykę ;)

o kurwiu... CZY TYLKO JA SIĘ ZAKOCHAŁAM WŁAŚNIE W TYM MOMENCIE? 
Spróbuję oderwać wzrok od tych cudownych oczek oraz tego delikantego uśmieszku i skupić się na pisaniu do mojego nowego obietku uzależnienia, który rusza już niebawem<3 (aby sprawdzić co to, wystaczy klinkąć z podkreślone słowa ;) )
Widzimy się za dwa tygodnie!

4 komentarze:

  1. Ja chcę więcej Olka! :(
    On taki biedny, sam, w Monachium...
    Ciekawi mnie jego reakcja na ten artykuł w gazecie ^^
    ciekawi mnie również ta sprawa tajemniczych sms' ów, hmmm... Wydaje mi się, że nic dobrego z tego nie wyniknie :(
    Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział ^^
    Oraz na nowego bloga ^^
    Nikki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chcę wiedzieć kto pisze do niego te smsy! :<
    Strasznie ciekawi mnie ten wątek z tymi smsami xd Hahha xd
    Czekam na kolejny rozdział ;>
    Pozdrawiam! :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże, jaki on jest idealny :C
    I na zdjęciu i w opowiadaniu eh :C
    No dobra, sama nie mogę oderwać wzroku od tego zdjęcia XDDD
    Czekam na kolejny
    Buziooole :**

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziwna sprawa z tymi smsami. Mam swoje podejrzenia, ciekawe czy się sprawdzą :D
    Super, że dziewczynę tak fajnie przyjęli. Wydaje się, że dobrze wpasowała się w towarzystwo ludzi z BVB :)
    Erik omomomom *-*

    Rozdział cudo ♥

    Pozdrawiam :* x

    OdpowiedzUsuń