Październik 2013
Tyle czekania! Nareszcie. Gdy znalazłam się w jego ramionach... Zabrakło mi słów w słowniku, wyrażających to, co aktualnie odczuwałam. Poczułam dziwną bliskość, jakiej dawno nie doznałam.
Staliśmy tak wtuleni w siebie kilka dobrych minut. Mocno go trzymałam za szyję, a on jedną z rąk obejmował mnie w talii, bo trochę mi brakowało do ziemi. W końcu mam tylko 162 centymetry wzrostu. Druga z jego dłoni gładziła mnie po plecach. Opierałam głowę o jego pierś i słuchałam jego oddechu oraz lekko przyspieszonego bicia serca. Serca, które chciałabym, by biło dla mnie. Eh, marzenie.
- Cholera - usłyszałam jego ciche warknięcie. Od razu uniosłam pytająco głowę. - Marco i napalone fanki.
Zaśmialiśmy się cicho.
- Wyciągamy go z opresji? - pokręcił przecząco głową.
- Mówiłem mu, by na nas poczekał w samochodzie, to mnie nie posłuchał - wywrócił oczami, gdy zakapturzona postać stanęła przed nami. Ostrożnie wypuścił mnie z objęć i znalazłam się między nimi.
- Nawet jak się zamaskuję, to mnie poznają - jęknął. - Witaj Melli, miło wreszcie Cię poznać osobiście.
- Cześć, Marco - uśmiechnęłam się.
- Już się naprzytulaliście, czy jeszcze mam czekać?
- Tak, musisz czekać - przygarnął mnie do siebie, a moje serce radośniej zabiło.
- Wiecie, kocham swoich fanów, ale dziś jestem prywatnie i chcę uniknąć rozgłosu. Tobie też tak radzę.
- To Erik Durm i Marco Reus!! - usłyszeliśmy, a blondyn wzniósł oczy ku niebu. Mówiły to dwie nastolatki, młodsze ode mnie z dwa, może trzy lata. - Możemy z Wami zdjęcie?
Moi towarzysze kiwnęli na zatwierdzenie, a jedna z dziewczyn poprosiła mnie o zrobienie im fotografii. Odłożyłam kwiaty i czekoladki od Erika na torbę i zrobiłam im zdjęcie. Następnie wyskoczyły do nich z kartami i mazakami, by im je podpisały.
- Chodźmy, nim napatoczą się kolejne takie - Durm wziął mój bagaż i w trójkę ruszyliśmy do wyjścia
Kilkanaście minut potem zatrzymywaliśmy się przed jego domem, gdzie stał drugi samochód.
- Także... Ja wpadnę wieczorem, a potem do Nuriego - Nuriego? Kto to? - Do zobaczenia - wysiadł i skierował się do drugiego auta. Czyli to jego.
- Wreszcie trochę samotności - odwrócił się w tył, gdzie siedziałam. - Jak minął lot?
- Przyjemnie.
- Chodźmy, bo jeszcze mam dla Ciebie kawę, którą jestem Ci winien od dwóch miesięcy - zaśmialiśmy się i wysiedliśmy z samochodu. Złapał mnie za rękę i poprowadził do środka. Wnętrze było przytulne i jasno urządzone. Widać, że to nie on dekorował. Zatrzymał się w kuchni, po czym pomógł mi się wdrapać na wysokie krzesło przy barze.
- Czuję, że się naśmiewasz z moich 162 centymetrów - mruknęłam, gdy stał do mnie tyłem i napełniał szklanki przyrządzanym napojem.
- Uważam, że małe jest słodkie - odparł po chwili, stawiając naczynie przede mną. Zajął miejsce obok mnie i zabraliśmy się za debatę na temat spędzonego poranka przed naszym spotkaniem.
Jednocześnie czułam przeogromną pokusę, by go dotknąć. Chciałam poczuć ciepło jego ciała, czy też jego dotyk na sobie... Oh, cholerne pragnienia.
Od jakieś chwili wpatrywaliśmy się w siebie. Jego oczy dokładnie mnie lustrowały, starały się mnie zapamiętać. Nie powiem, że nie robiłam tego samego. Te cudne oczy, które miały pewną przyciągającą moc; jeszcze piękniejszy uśmiech, który pojawił się na jego twarzy... Jest idealny. Chciałabym, by był mój.... tylko mój.
- Melanie - szepnął miękko, powoli zbliżając się do mnie. Westchnęłam cicho, w głowie słysząc przed chwilą wypowiedziane słowo. Jego głos hipnotyzował. Nieśmiało powiódł opuszkami palców po moich policzkach, cały czas bacznie mnie obserwując. Wcale się nie rozpływałam, skądże. Najlepsze... było dopiero przed nami.
- Śmiało - użyłam tego samego tonu, co on. Oby tylko nie zrezygnował, chyba bym się popłakała.
Na moje szczęście zrobił wręcz przeciwnie. Jego oczy wypełniły magiczne iskierki, które przyspieszyły bicie mojego zmarnowanego serca. Ostrożnie się pochylił, łącząc nasze usta razem. O mój boże, to chyba sen. Marzenie, które wreszcie się urzeczywistniało...
Był delikatny, całował tak, jakbym była czymś drogocennym. Może i jestem... To by było za piękne, żeby było prawdziwe.
Lekko drgnęłam, słysząc swój telefon, jednak chłopak nie zamierzał kończyć. Oddawałam każdy najmniejszy całus, jakim mnie obdarował. Magiczna chwila skończyła się wraz z dzwonkiem do drzwi. Nim jednak poszedł otworzyć jeszcze przez krótką chwilę czułam słodki smak jego warg, a potem go nie było. Westchnęłam głośniej. Nie wierzę... To się wydarzyło naprawdę?
~*~E~*~
- Cześć, zakochańcu! - zawołał Jona na dzień dobry, a ja wywróciłem oczami. Założę się, że usłyszała. - Jest nasza Czerwona Gwiazdeczka?
- Cię słucham, Żółta Mordeczko - usłyszeliśmy jej śmiech. Przytuliła się do Hoffiego, a po chwili już w trójkę siedzieliśmy w salonie, Melli naturalnie między nami.
W pewnym momencie całkiem przypadkiem przejechałem dłonią po jej ramieniu. Uśmiechnęła się czule, wtulając się we mnie. Mój przyjaciel przyglądał nam się ze zdziwieniem.
Trochę jeszcze porozmawialiśmy, po czym Niemiec ruszył przygotować się na przyjęcie.
- Kim jest ten cały Nuri, o którym rozmawialiście? - spytała, wychylając się z swojej sypialni.
- Nuri Sahin, resztę chyba już wiesz.
- Co my tam będziemy robić?
- Wyprawiamy mu imprezę-niespodziankę i mamy przybyć ze swoimi dziew.... partnerkami... - zmieszałem się w cholerę bardzo. Przymykając oczy, głębiej oddychając. Nie wiem, czego ona chce... Może jednak nie myśli tak samo, jak ja?
Poczułem, jak przytula się do mnie od tyłu.
- Erik... Chcesz, bym się tam pojawiła z Tobą, prawda?
- Najbardziej - odszepnąłem. - W jakiejkolwiek formie. Bylebyś tam była. Ze mną - powoli się obróciłem i porwałem w ramiona. Jej głowa znalazła się na tym samym poziomie, co moja. Lekko się uśmiechnęła, dłonią gładząc moje policzki. Po chwili już znów czułem smak jej ust na swoich. Składała delikatne i słodkie pocałunki, które z każdą chwilą coraz bardziej się pogłębiały...
- Cię słucham, Żółta Mordeczko - usłyszeliśmy jej śmiech. Przytuliła się do Hoffiego, a po chwili już w trójkę siedzieliśmy w salonie, Melli naturalnie między nami.
W pewnym momencie całkiem przypadkiem przejechałem dłonią po jej ramieniu. Uśmiechnęła się czule, wtulając się we mnie. Mój przyjaciel przyglądał nam się ze zdziwieniem.
Trochę jeszcze porozmawialiśmy, po czym Niemiec ruszył przygotować się na przyjęcie.
- Kim jest ten cały Nuri, o którym rozmawialiście? - spytała, wychylając się z swojej sypialni.
- Nuri Sahin, resztę chyba już wiesz.
- Co my tam będziemy robić?
- Wyprawiamy mu imprezę-niespodziankę i mamy przybyć ze swoimi dziew.... partnerkami... - zmieszałem się w cholerę bardzo. Przymykając oczy, głębiej oddychając. Nie wiem, czego ona chce... Może jednak nie myśli tak samo, jak ja?
Poczułem, jak przytula się do mnie od tyłu.
- Erik... Chcesz, bym się tam pojawiła z Tobą, prawda?
- Najbardziej - odszepnąłem. - W jakiejkolwiek formie. Bylebyś tam była. Ze mną - powoli się obróciłem i porwałem w ramiona. Jej głowa znalazła się na tym samym poziomie, co moja. Lekko się uśmiechnęła, dłonią gładząc moje policzki. Po chwili już znów czułem smak jej ust na swoich. Składała delikatne i słodkie pocałunki, które z każdą chwilą coraz bardziej się pogłębiały...
- Melli... Chcę, byś pojawiła się tam jako moja dziewczyna - szepnąłem, sam nie wierząc swoim uszom. Serio, wykrztusiłem to z siebie?
Jej oczy rozświetliły iskierki radości, które po chwili zmieniły się w łzy.
- Księżniczko, nie płacz - wolną ręką starłem kropelki wypływające z jej oczu.
- Płaczę, bo nie wierzę, że to usłyszałam. To takie... Eh, nie wiem jak to określić.
- Już po kilku dniach naszych rozmów wiedziałem, czego chcę... Potrzebowałem trochę czasu, by jakoś Ci to przekazać...
- Csi... - trąciła swoim nosem mój, wchodząc mi w słowo. - Nic nie mów, wszystko już wiem.
- A Ty? - zapytałem z nadzieją. Przygryzła wargę, po czym zabrała się za odpowiadanie.
- Zastanawiałam się, czy mogłeś coś do mnie czuć... Według mojej mamy i rodziny miłością było czuć ode mnie na kilometr... - zaśmialiśmy się. - Mimo to, wiem, że trochę minie, nim...
- Nim nas zrozumieją... - dokończyłem za nią, a ona smutno pokiwała mi głową. - Będą musieli.
- Nie mają wyboru, prawda?
- Albo im Cię porwę - mocniej ją ścisnąłem.
- I nie oddasz?
- Za nic w świecie - uśmiechnięta od ucha do ucha wtuliła się we mnie. Staliśmy w tej pozycji dobre kilka minut, dopóki nie przerwały nam nasze telefony. Zaśmialiśmy się, po czym każde poszło odebrać. Do mnie dzwonił Marco z zapytaniem jak posuwają się sprawy. Jak niby miałem mu odpowiedzieć, prócz tego, że możliwie najlepiej? Oczywiście musiał mi pogratulować, bo jakby to nie było... Dostałem też smsa, znowu od tego samego numeru... I znowu go zignorowałem. Melli wróciła do salonu kilka minut później, założę się, że dzwonił ktoś z rodziny.
- A Ty? - zapytałem z nadzieją. Przygryzła wargę, po czym zabrała się za odpowiadanie.
- Zastanawiałam się, czy mogłeś coś do mnie czuć... Według mojej mamy i rodziny miłością było czuć ode mnie na kilometr... - zaśmialiśmy się. - Mimo to, wiem, że trochę minie, nim...
- Nim nas zrozumieją... - dokończyłem za nią, a ona smutno pokiwała mi głową. - Będą musieli.
- Nie mają wyboru, prawda?
- Albo im Cię porwę - mocniej ją ścisnąłem.
- I nie oddasz?
- Za nic w świecie - uśmiechnięta od ucha do ucha wtuliła się we mnie. Staliśmy w tej pozycji dobre kilka minut, dopóki nie przerwały nam nasze telefony. Zaśmialiśmy się, po czym każde poszło odebrać. Do mnie dzwonił Marco z zapytaniem jak posuwają się sprawy. Jak niby miałem mu odpowiedzieć, prócz tego, że możliwie najlepiej? Oczywiście musiał mi pogratulować, bo jakby to nie było... Dostałem też smsa, znowu od tego samego numeru... I znowu go zignorowałem. Melli wróciła do salonu kilka minut później, założę się, że dzwonił ktoś z rodziny.
- Patrick - wyjaśniła, siadając obok mnie. - Jak mam się tam ubrać, by Ci wstydu nie przynieść? - zapytała po chwili ciszy.
- Założę się o wszystko, że w każdym ubraniu, w jakie się ubierzesz, będziesz wyglądać bajecznie.
- Oj, już się tak nie podlizuj - zaśmiała się, a ja wywróciłem oczami. Typowa dziewczyna.
- Melanie Weihrauch, masz zamiar wreszcie mnie posłuchać?
- Eriku Durmie, ani mi się to śni! - odparła, podnosząc się z miejsca.
- Jeszcze tego pożałujesz! - poderwałem się z kanapy i ruszyłem za uciekinierką. Uciekła do swojego pokoju. Była w pułapce. Zadowolony powoli szedłem przed siebie, a ona była coraz bliżej ściany. Uśmiechnąłem się z wyższością, zatrzymując się przed nią.
- Raaatuuuunkuuu! - krzyknęła, a ja wybuchłem śmiechem.
- Nikt Cię nie usłyszy, skarbie - złapałem ją za nadgarstki i odciągnąłem je za jej głowę. Potem powoli się pochyliłem i cmoknąłem ją w policzek. Nie oddaliłem warg i powoli ruszyłem w stronę ust.
- Erik... - szepnęła, gdy byłem w połowie drogi.
- Mhm?
- Puść moje nadgarstki, proszę... - spełniłem jej prośbę. Zadowolona z życia oblizała wargi i dotknęła nimi mojej szyi. - To teraz mogę się poddać - znów wywróciłem oczami, po czym wróciłem do powolnego 'torturowania' dziewczyny.
_________________
Ktoś jeszcze żyje, czy tak jak ja się rozpłynął?
Eriiiiiiiiiiś ma dziewczyyyynę <3 i to nie tylko tutaj :D Szczęścia przystojniaku <3
Opinię pozostawiam Wam i widzimy się za dwa tygodnie ^^
_________________
Ktoś jeszcze żyje, czy tak jak ja się rozpłynął?
Eriiiiiiiiiiś ma dziewczyyyynę <3 i to nie tylko tutaj :D Szczęścia przystojniaku <3
Opinię pozostawiam Wam i widzimy się za dwa tygodnie ^^

Też się rozpłynęłam <3 Słodko <3333 czekam na next :)
OdpowiedzUsuńcudocudocudocudoooooo ♥
OdpowiedzUsuńto wszystko jest taki aw aw ze az chcę się zakochać, serio xD zwłaszcza to w jego domu, Boże *--------------*
sytuacja na lotnisku mnie rozbawiła xD no cóż, cena sukcesu ^^
zaniepokoiły mnie te smsy z tajemniczego numeru... mam już pewne podejrzenia
pozdrawiam i czekam na następny!
Rozdział niesamowicie cudowny genialny i wgl :D :3
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem kto to pisze te smsy :o
Jakie tortury :3 Hyhy ;* Niegrzecznie :D
Czekam na kolejny rozdział i więcej "tortur" :D Hehe :*
Znów jestem spóźniona ;///
OdpowiedzUsuńPrzepraszam! :CCCC
Rozdział jak zawsze cudowny ♥♥♥
Tak samo jak Anka czekam na więcej tortur XDDD
Tak sobie wyobraziłam takiego Erisia *-* Umarłam XDD
Czekam z niecierpliwością na kolejny
Buziaki ;**