Sierpień 2013.
Przygotowywałam swój sprzęt fotograficzny. Nawet jeśli jest to mecz między rezerwami, to i tak przepełniony emocjami. Patrick chodził jak nakręcony, najchętniej to pojechałby już na stadion.
- Młody, spokój - zaśmiał się tato na widok swojego syna w takim stanie.
- Tato, to jeden z najważniejszych meczy. Nawet jeśli to spotkanie towarzyskie - mężczyzna wywrócił oczami. - Mel, kiedy będziesz gotowa?!
- Jestem - wyszłam z pokoju i skierowałam się do salonu.
- Czyja koszulka dzisiaj? - spytał, widząc mnie w korytarzu. Po każdym meczu Amateure dostawałam od jednego z chłopaków górę od trykotu meczowego. Skończyło się na tym, że mam nawet po kilka koszulek jednego gracza! Ale oczywiście każda jest w innym wydaniu: wyjazdowa, bądź domowa. No i sezony, od nich też zależy ich wygląd. Pewnie, gdyby przyszedł jakiś specjalista od koszulek piłkarskich to moją "kolekcję" pewnie wycenił na sporawszą sumę... Nawet bym ich nie sprzedała! Każda z nich ma dla mnie wartość sentymentalną... Szczególnie te dane przez mojego brata i... Alessandro. Tak, Alessandro Schöpfa. Jesteśmy ze sobą bardzo blisko, wręcz jak brat i siostra.
- Zdradziecka łajza - fuknął, stając za mną. Dziś wybrałam właśnie '9'. - Jeszcze chwila i będziesz szła pieszo.
- Patrick! Nie zrobisz mi tego.
- Dzieciaki, ile Wy macie lat?! Wynocha z domu! - zażartowała mama, a my udając, że jesteśmy obrażeni, wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do samochodu i wybuchliśmy śmiechem.
- Ale zaraz... Ja Ci mówiłem, wynocha z samochodu. Idziesz z buta!
- Już Ci pójdę. To że jesteś starszy o kilka minut nic nie znaczy.
- Znaczy i to wiele. Na przykład to, że musisz się mnie słuchać. I że mam Ciebie pilnować.
- Mam 19 lat! Ty tak samo.
- Ale jestem starszy.
- O głupie kilka minut. Patrick nooo... - zignorował mnie, bo właśnie wycofywał z podjazdu. - Jedziesz po Alessandro, co nie?
- A co Ty się tak tym przejmujesz, hmmm?
- Zawsze z nami jeździ - wykaraskałam się z niepotrzebnego tłumaczenia.
- Tak tylko mówisz... Ukrywasz coś przede mną!
- Ja? Przed Tobą? Serio?
- Tak - westchnęłam, kręcąc głową.
- Aj, Patrick, Patrick. Alessandro jest dla mnie jak Ty.
- No niech Ci będzie...
Po kilku minutach jazdy w milczeniu zatrzymaliśmy się przed kamienicą, w której mieszkał Schöpf.
- Narzekałem na Ciebie, ale ten jest jeszcze gorszy - jęknął mój brat, gdy Austriak dalej nie przychodził. Wywróciłam oczami, a po chwili otworzyły się tylne drzwi od auta.
- Olek, Patrick twierdzi, że stroisz się bardziej niż baba.
- A przez łeb to chcesz? - zapytał, wychylając się zza mojego fotela. Cmoknął mnie w policzek, a mojego brata zdzielił po głowie. - W ogóle to cześć.
- Zaraz mogę Ci powiedzieć adiós i będziesz gnać za samochodem.
- Nie martw się - pocieszyłam przyjaciela. - Mi mówił to samo, a jak widzisz dalej tu siedzę.
- Wtedy żartowałem! - zapewnił. Tak tak, braciszku. - Ale teraz mówię poważnie - spojrzałam porozumiewawczo na Schoepfa, a ten zachichotał.
- Szefie, bo się spóźnimy.
- Jak widzisz już wyjeżdżam, Zastępco.
Alessandro usiadł i zapiął pas. Bezpieczeństwo ponad wszystko - pomyślałam.
Po chwili jazdy gdzieś skręcił. Ah tak, przecież McDonald's to ich stałe miejsce jedzenia przed meczem.
- Mel, to co zawsze? - zapytał Weihrauch, a ja mu zatwierdziłam. - Alessandro?
- Duży, jak zawsze.
Hah, dziś wypadała jego kolej, by stawiać wszystkim "obiad". Po kilkunastu minutach wrócił, z rękoma pełnymi jedzenia. Dał każdemu jego porcję i zajęliśmy się pałaszowaniem. Nikt nie podjął tematu rozmowy, chłopacy byli tak zaabsorbowani jedzeniem, że zapomnieli o bożym świecie.
- Panowie... Wiecie, że za 15 minut macie być na rozgrzewce, a zostało nam jakieś pół godziny drogi?
Mój brat wybuchł śmiechem, a Olek wywrócił oczami.
- Teraz się ucz - odłożył kubek na podstawkę do niego i odpalił silnik. - Tak się jeździ - z piskiem opon ruszył spod maka.
Wrócił na główną drogę i nieźle depnął gazu. Bez niczego wymijał kolejne pojazdy, a Schöpf patrzył się na niego wręcz z podziwem.
- Czekam na ten piękny moment, kiedy to zadzwonisz do mnie z tekstem "Cholera, dostałem mandat".
- Przeliczysz się i powiem, że się go nie doczekasz. Radary mnie unikają - zabłysnął ząbkami, momentalnie zwalniając. - Melanie, ile minut minęło?
- Czternaście - oznajmiłam, a oni momentalnie ewakuowali się z pojazdu. Zaśmiałam się, widząc z jaką prędkością lecieli na stadion. Powoli opuściłam samochód, zamknęłam go i ruszyłam w ślad za piłkarzami.
- Hej Mel! - zawołał Pierre na mój widok obok ławki rezerw. - Van den Haag już się szykuje z opierdolem na nich.
- Nie moja wina, że tak wolno jedzą.
- Tak lecieli, że aż się kurzyło. Widzisz? Już wyszli, uwaga. Trzy...
- Dwa...
- Jeden...
- Weihrauch i Schöpf! - usłyszeliśmy głos trenera. Odruchowo spojrzałam na niego. - Nie Ty, Melanie. Tylko Twój braciszek. Spóźnienie. Tak trudno się spakować, prawda? - wywołani stali ze spuszczonymi głowami i czekali na to, aż trener skończy kazanie.
- Panie trenerze, to moja wina - niech tam będzie dzień dobroci dla zwierząt. - Trochę mi zeszło ze spakowaniem się, potem samochód nie chciał mi odpalić...
Chłopacy spojrzeli się na mnie z wyrazem wdzięczności w oczach. Wiedzieli, że mi się nie oberwie.
- Jeśli to tak... No dobrze, jesteście ułaskawieni, cieszcie się. A teraz co do sztuki na rozgrzewkę! Zaraz Borussia do Was dołączy - zawodnicy posłusznie zaczęli biegać i rozciągać się przed meczem, Hojbjerg także. Wyjęłam swój sprzęt i zaczęłam wykonywać moją pracę. Zachowywali powagę, nawet wtedy, gdy akurat któregoś z nich ujmowałam w kadrze. Mecz z drużyną z Dortmundu na serio był bardzo dla nich ważny.
Gdy dołączyła druga drużyna, im także zaczęłam robić fotografie. Moją uwagę przykuł jeden, słodki brunet o niebiańskich oczach i powalającym uśmiechu. Chyba zauważył, że wpatruję się w niego, bo uśmiechnął się jeszcze szerzej. Nie mogłam przegapić takiej okazji i zrobiłam mu kilka zdjęć w takim stanie.
Gdy zeszli do szatni, przeglądałam zdjęcia, które już zrobiłam. Tak bardzo słodko się uśmiechał! Muszę się dowiedzieć, kto jest właścicielem tego uśmiechu.
~*~A~*~
Spotkanie skończyło się remisem 2:2. Miałem swój udział przy bramce Ylli'ego, zaliczyłem dobre spotkanie. Jednak w jego trakcie nie podobało mi się to, że panna Weihrauch całą swoją uwagę skupiła właśnie na Niemcu, a po meczu... Zaczepił ją. Na usta cisnęły mi się setki niekulturalnych słów, a w głowie zrodziła się myśl, abym przerwał ich konwersację. Jednak tego nie uczyniłem, poddałem się. Znowu. Oto ja, Alessandro Schoepf, największy tchórz tego przereklamowanego świata.
_______________________
dobra, chyba serio powinnam się wziąć za pisanie, bo wyszłam z wprawy XD ponad dwa tygodnie męczarni nad jednym rozdziałem!! *mdleje* no jak nie ja XD
pozostawiam Wam komentarz i widzimy się za tydzień :)


Już kocham tego bloga *.* I coś czuję że będzie ciekawie z tymi chłopakami :3 Czekam nn ;*
OdpowiedzUsuńHmmm Mel i Erik? Ciekawie się zapowiada, ale ja na razie jestem #TeamAlessandro :D
OdpowiedzUsuńCiekawi mnie jak się rozwinie sytuacja :D
Czekam na nowy z niecierpliwością :D
Zakochałam się *.*
OdpowiedzUsuńCzekam na nn <3
ej nie no, już to pokochałam. :(
OdpowiedzUsuńspróbuj tyko skończyć źle tego bloga, to Cię uduszę. :(((((((((((((((((((((((((((((((
ja to bym chciała Erika, ale moje zdanie się nie liczy. :/ ALE WEŹ JE POD UWAGĘ! XD
czekam na kolejny :*
O mamo naprawdę się zakochałam :D <33333
OdpowiedzUsuńTakie przepiękne ♥♥♥♥
I Jeszcze Erik do tego ♥ ja się rozpływam xd
Czekam na kolejny
Buziaki ;*
Tak strasznie mi głupio, że zaniedbałam czytanie Twoich opowiadań, Domczi :c nie chcę się teraz tłumaczyć, bo nic mnie nie usprawiedliwia. Mega żałuję, że nie zjawiłam się tutaj wcześniej, bo ten rozdział mnie zaczarował! Kocham to rodzeństwo! Ich teksty po prostu wygrywają wszystko xD
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że Mel przed tym meczem też czuła coś więcej do Alessandro, ale kiedy zobaczyła Durma... No cóż, Al mógł jej wcześniej to wyznać, teraz już za późno, bo mam wrażenie, że Melanie zakochała się w Eriku i to z wzajemnością!
Swoją drogą zazdroszczę jej takiej pracy xD kurde, tyle koszulek... marzenie!
rozdział suuuper ♥
lecę dalej nadrabiać :*